BEATLESI W MOIM ŻYCIU

Mariusz Orłowski

BEATLESI W MOIM ŻYCIU

Miałem 10 lat, gdy w połowie lat 70. ubiegłego wieku Telewizja Polska w sylwestrowe popołudnie wyemitowała film Richarda Lestera „A Hard Day’s Night”. Siedziałem jak wryty przed ekranem czarno-białego telewizora marki Tosca, oglądając członków zespołu The Beatles i słuchając wydobywającej się z telewizyjnego głośnika muzyki czwórki z Liverpoolu. Wypowiadane przez Johna, Paula, George’a i Ringo kwestie bawiły mnie do łez i wzruszały, a ich muzyka wydawała mi się magiczna. Całość wywarła na mnie tak wielkie wrażenie, że długo po zakończeniu filmu byłem do głębi poruszony.

Kilka lat później w IV programie Polskiego Radia w audycji „Studio Stereo” prowadzonej przez red. Jadwigę Skolarską co tydzień pojawiał się gościnnie red. Jerzy Janiszewski z Lublina, który prezentował jedną stronę kolejnego albumu The Beatles. W ten sposób – w kraju, gdzie płyty tego zespołu osiągały na giełdach niebotyczne ceny – w ciągu kilkunastu tygodni zapoznałem się z jego pełną dyskografią. Było to możliwe dzięki mojemu koledze Robertowi zwanemu Czarkiem. Jako jeden z niewielu w naszej klasie miał stereofoniczne radio Amator i magnetofon M 532 SD, na którym tydzień po tygodniu rejestrował wszystkie albumy The Beatles, a do nagranych kaset sam projektował okładki. Ponieważ w tym czasie nie posiadałem, niestety, ani radia, ani magnetofonu, bardzo często po lekcjach odwiedzałem Roberta i razem słuchaliśmy tych kaset. Do dziś jestem mu wdzięczny za jego bezinteresowną przyjaźń i za to, że zachciał podzielić się ze mną swoją pasją do muzyki The Beatles. Jako uczniowie VII klasy wiedzieliśmy już, że chcemy założyć zespół i grać jak Beatlesi. W tym czasie było to marzeniem również innych kolegów z klasy: Artura, Pawła, Darka – że wymienię tylko kilku z nich. Muzyka The Beatles nadawała sens naszemu istnieniu na ziemi, sprawiając, że otaczająca nas gierkowska rzeczywistość była do zniesienia. To muzyka czwórki z Liverpoolu była rzeczywistością, a inna rzeczywistość nie liczyła się. To ona stanowiła nasz wszechświat…

Moje marzenie o założeniu zespołu grającego utwory The Beatles ostatecznie spełniło się parę lat później, gdy w miarę poprawnie opanowałem podstawy gry na gitarze. Założyłem taki zespół – Orkiestrę Klubu Samotnych Serc – z kolegami ze szkoły średniej – bez Roberta, który poszedł do innej szkoły. Niestety.

Dzisiaj, kiedy posiadam całą dyskografię The Beatles na płytach CD oraz wysokiej klasy sprzęt, na którym mogę je odtwarzać, tęsknię do czasów, w których odkrywałem ich muzykę z nagranych przez Roberta kaset. Nie wraca nic[1], lecz wiem, że nigdy nie stracę uczucia dla ludzi i rzeczy, które minęły[2]…

Lublin, 5 czerwca 2013

Przypisy:

[1] Czerwone Gitary, „Kwiaty we włosach”.

[2] I know I'll never lose affection for people and things that went before – The Beatles, „In My Life”.

Możliwość komentowania jest wyłączona.