CZY WALKA Z RELIGIĄ MOŻE STAĆ SIĘ RELIGIĄ?

Mariusz Orłowski

CZY WALKA Z RELIGIĄ MOŻE STAĆ SIĘ RELIGIĄ?

24 listopada 2011 r. została powołana do życia Fundacja WOLNOŚĆ OD RELIGII z siedzibą w Lublinie. Fundacja posiada swoją stronę internetową (w budowie) oraz profil na Facebooku. W statucie Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII czytamy, że jej celem jest m.in. „upowszechnianie i ochrona wolności i praw człowieka i swobód obywatelskich, w szczególności rozwijanie postaw tolerancyjnych, zwalczanie uprzedzeń i wspieranie idei społeczeństwa otwartego”[1].

Tolerancja, o której tak pięknie piszą twórcy statutu Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII, wiąże się jednak z szacunkiem wobec niewierzących, jak i wyznawców różnych religii, gdyż wolność religijna to nie tylko wolność od religii. Wolność religijna to zarówno wolność od religii, jak i wolność do religii, czyli prawo do niewyznawania żadnej lub wyznawania wybranej religii. Tolerancja religijna oznacza więc w praktyce to, że człowiek ma prawo wierzyć chociażby w zielone ludki i nic nikomu do tego, dopóki nie próbuje swej wiary siłą narzucić innym. Nakłanianie człowieka do łamania zasad lub porzucenia wybranej przez niego religii nie ma nic wspólnego z tolerancją.

Zastanawiam się, w jaki sposób Fundacja WOLNOŚĆ OD RELIGII zamierza „upowszechniać tolerancję i szacunek wobec wyznawców innych religii”[2], skoro dokonuje rozróżnienia na religie i sekty (tak właśnie zatytułowana jest, jeszcze nieaktywna, jedna z zakładek na stronie internetowej tej fundacji). Dziwne, że ludzie, którzy deklarują światopogląd ateistyczny, dokonują takiego podziału wierzeń. Czyż ateiści nie powinni wszystkich religii traktować podobnie – obojętnie? Czy jest możliwe, aby dla ateisty istniały lepsze i gorsze religie? Z takim podejściem można spotkać się wśród wyznawców religii, które nie wspierają wiary w osobowego Boga czy bogów. Jako ateistyczne bywają bowiem opisywane na przykład pewne formy buddyzmu, który często traktowany jest przez wyznawców nie jako religia, lecz… systemem filozoficzno-etyczny.

Już nie mogę się doczekać, kiedy wspomniana przeze mnie zakładka zapełni się wykazem religii i sekt. Dowiem się bowiem wówczas, czy wyznawana przeze mnie religia jest właściwa z punktu widzenia… ateisty. A może wcale nie chodzi o ateizm, tylko o walkę z jedną religią…

Dla jasności – sam opowiadam się za rzeczywistym rozdziałem państwa i Kościoła, co w naszym kraju ma na razie charakter jedynie teoretyczny. Jestem zwolennikiem wycofania lekcji religii (nie tylko katolickiej) ze szkół, na miejsce których należałoby – moim zdaniem – wprowadzić nauczanie filozofii i edukację seksualną z prawdziwego zdarzenia. Jednak przy tym wszystkim działalność Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII oraz innych tego typu stowarzyszeń i fundacji postrzegam jako ateistyczny odpowiednik Radia Maryja i TV Trwam. Wojujący ateizm jest mi bowiem obcy tak samo jak wojujący teizm.

Nawet antyklerykalny Ruch Palikota w swym programie „Nowoczesne Państwo” głosi, że „nie jest wrogo nastawiony do Kościoła, nie walczy z nim, a tym bardziej nie walczy z religią, wiarą i ludźmi wiary”[3].

Moja dyskusja na temat działalności Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII prowadzona na Facebooku z trzema osobami: panią prezes zarządu tejże fundacji, osobą ukrywającą się pod nickiem Fundacja Wolność od Religii oraz bliżej mi nieznanym panem Maćkiem, została usunięta z ww. serwisu społecznościowego przez administratora profilu. Zastanawiam się, co spowodowało taką decyzję, bo nie zadawala mnie odpowiedź użytkownika Fundacja Wolność od Religii, iż prowadzona przeze mnie dyskusja „nie była o fundacji ani też sprawach dotyczących tej fundacji”. Czyżby przyczyną była niekompetencja religioznawcza moich adwersarzy? A może to nowy rodzaj cenzury – była kościelna, a teraz jest ateistyczna? Taka Nie-święta Inkwizycja. Nie, taka też już była. Pamiętam doskonale.

Szanowni Członkowie Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII, bójcie się… Dawkinsa. Walcząc o wolność od religii, nie zapominajcie o… wolności słowa.

Lublin, 2 lutego 2012

Przypisy:

[1] Statut Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII, rozdz. II, pkt 12d, [online:] www.wolnoscodreligii.pl/index.php?id=statut.

[2] Ibidem, rozdz. II, pkt 12e.

[3] Program „Nowoczesne Państwo”, pkt „Rozdział państwa i Kościoła”, [online:] www.ruchpalikota.org.pl/sites/default/files/rp.file_.3429.231.pdf.

PS. Mój artykuł spowodował usunięcie przez Zarząd Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII zakładki "Religie i sekty" ze strony internetowej ww. fundacji. Cieszę się, że jako teista mogłem pomóc ateistom z Fundacji WOLNOŚĆ OD RELIGII zrozumieć istotę ateizmu.

LUTER POZA KOŚCIOŁEM?

Mariusz Orłowski

LUTER POZA KOŚCIOŁEM?

Jest takie powiedzenie, które głosi, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. O jego prawdziwości miałem okazję po raz kolejny przekonać się, przeglądając książki w jednym z lubelskich antykwariatów. Moją uwagę zwróciła bowiem publikacja pt. W świetle Chrystusa – Prawdy. Podręcznik do religii dla II klasy liceum i technikum.

Wydana w 2003 roku przez Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium” książka pod redakcją ks. dra Ryszarda Lisa posiada kościelne imprimatur. A oto, co możemy przeczytać w tej publikacji w rozdziale pt. Rozłam w Kościele – reformacja: „[…] kiedy w 1520 r. papież potępił czterdzieści tez Lutra i oznajmił mu to w bulli, Luter publicznie spalił bullę papieską, za co w 1521 r. papież go ekskomunikował. Marcin Luter nie zmienił jednak swoich poglądów i do końca życia trwał poza Kościołem”[1]. I co ma sobie myśleć o tym ostatnim stwierdzeniu młody człowiek (bo przecież mamy do czynienia z podręcznikiem dla licealistów), kiedy czyta powyższe słowa?

Jeżeli dodać do tego obiegowe, w kręgach katolickich, zdanie o pochodzeniu Lutra od szatana[2] oraz wyjęte z właściwego mu kontekstu znane starożytne sformułowanie: „Poza Kościołem nie ma zbawienia” (extra ecclesiam nulla salus)[3], Luter i jego nauczanie jawią się przeciętnemu katolikowi jako coś, do czego należy podchodzić z wielką ostrożnością.

Tymczasem sam Luter nauczał, że Kościołem są „wierzący, czyli święci[4], owieczki słuchające głosu swego pasterza [Jezusa Chrystusa – przyp. M.O.]. Tak bowiem modlą się (już) chłopcy: Wierzę w święty Kościół powszechny, czyli chrześcijański. A świętość ta nie polega na lnianej koszulce, świetnej zwierzchniej szacie, powłóczystej todze ani na innych ich [Kościoła rzymskokatolickiego – przyp. M.O.] ceremonialnych urządzeniach, wymyślonych przeciwko Pismu św., lecz na Słowie Bożym i na prawdziwej wierze”[5].

Luterański teolog Reinhard Slenczka podkreśla, że Lutrowi chodziło „nie o utworzenie nowego Kościoła, a już zupełnie nie o to, aby odwrócić się od Kościoła. Chodziło mu o powrót do Kościoła takiego, jaki był zawsze i jakim winien pozostać”[6]. Po wielu latach zrozumieli to również katolicy (przynajmniej niektórzy). W 1970 roku przewodniczący Sekretariatu do Spraw Jedności Chrześcijan kardynał Willebrands powiedział w swym wystąpieniu przed zgromadzeniem Luterańskiego Związku w Evian, że chociaż Luter bezpardonowo atakował papiestwo, to „zachował jednak godną uwagi treść dawnej katolickiej wiary” i w związku z tym może być uznany za nauczyciela wszystkich chrześcijan[7]. Współcześni katoliccy teologowie doszli bowiem do wniosku, że „pojęcie usprawiedliwienia jest u Lutra w pełni katolickie, takie, jakie można znaleźć w wypowiedziach Bernarda z Clairvaux, Tomasza z Akwinu, Orygenesa, Hilarego, Chryzostoma, Augustyna, Aleksandra”[8].

Z kolei ewangeliccy teolodzy stwierdzili, że Sobór Watykański II przyjął główne postulaty luterskiej reformacji:

„1) jasno zaznaczono, że Jezus Chrystus jest jedynym Pośrednikiem i Zbawcą wszystkich ludzi (Lumen gentium 60);

2) Pismo św. jest norma normans przepowiadania, a „całe” przepowiadanie Kościoła […] musi się zbliżyć do Pisma św. i być przez nie sterowane (Dei Verbum 21);

3) znaczenie Słowa Bożego, przez które Bóg przemawia do nas, zostaje podkreślone w szczególny sposób. Kościół „nie przestaje brać i podawać wiernym chleba żywota tak ze stołu Słowa Bożego, jak Ciała Chrystusowego” (Dei Verbum 21);

4) urząd nauczycielski nie jest ponad Słowem Bożym, ale jemu służy (Dei Verbum 10);

5) nabożeństwo jest liturgią, to jest najpierw zwróceniem się Boga niosącego zbawienie ludziom w słowie i sakramencie, oraz naszą odpowiedzią, ale nie jest „kultem”, w którym usiłowalibyśmy pojednać się z Bogiem przez nasze własne uczynki (Sacrosanctum Concilium 7);

6) powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących i ochrzczonych jest należycie przedstawione i szeroko potraktowane (Lumen gentium 10, 11, 31, 33, 35 i nn.);

7) reforma, odnowa własnego Kościoła zostaje podkreślona jako warunek jedności (Unitatis redintegratio 4, 6)”[9].

Zbliżenie teologów luterańskich i katolickich doprowadziło do podpisania 31 października 1999 roku Wspólnej deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu przez Światową Federację Luterańską i Papieską Radę ds. Jedności Chrześcijan. Dokument ten stwierdza osiągniętą przez luteran i katolików zgodę w nauce o usprawiedliwieniu[10].

Drodzy autorzy podręczników do religii katolickiej, nie straszcie więc dzieci i młodzieży Lutrem!

Przypisy:

[1] W świetle Chrystusa – Prawdy. Podręcznik do religii dla II klasy liceum i technikum, pod redakcją ks. dra R. Lisa, Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium”, Lublin 2003, s. 72.

[2] Por. F.P. Sonntag, Luter w refleksji katolickiej, [w:] Misterium Verbi, pod redakcją ks. H. Muszyńskiego i ks. A. Skowronka, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1985, s. 104.

[3] Jak pisze ks. Henryk Pietras, „najważniejszym świadkiem posługiwania się sformułowaniem „Poza Kościołem nie ma zbawienia” jest św. Cyprian z Kartaginy (ok. 200-258). […] z czysto eklezjalnego dyskursu Cypriana, poprzez nie do końca zrozumianą koncepcję Augustyna, doszło do sformułowań zdecydowanie ekskluzywistycznych, którymi straszono nieochrzczonych”. Zob. Ks. H. Pietras SJ, Poza Kościołem nie ma zbawienia… na ziemi, „Tygodnik Powszechny” nr 2 (3053) z 13 stycznia 2008.

[4] Luter był przekonany o tym, że człowiek może być simul iustus et peccator, jednocześnie usprawiedliwiony (czyli święty) i grzeszny.

[5] M. Luter, Artykuły szmalkaldzkie, XII. O Kościele, [w:] Księgi Wyznaniowe Kościoła Luterańskiego, Ośrodek Wydawniczy „Augustana”, Bielsko-Biała 1999, s. 355.

[6] R. Slenczka, Luter a katolickość Kościoła, [w:] Misterium Verbi, op. cit., s. 167.

[7] J. Willebrands, Gesandt in die Welt, [w:] Evian 1970, Epd-Dokumentation, Witten 1970, s. 97 i n., podaję za: H. Schutte, Ekumeniczne wnioski z nauki Lutra, [w:] Misterium Verbi, op. cit., ss. 121-122.

[8] F.P. Sonntag, op. cit., s. 114.

[9] H. Schutte, op. cit., s. 123.

[10] Por. S.C. Napiórkowski, Augsburg 1999 – koniec XVI wieku?, „Scriptores Scholarum. Kwartalnik wielowartościowy” 2000, nr 1 (26), s. 34.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2009, nr 11, ss. 18-19.

TYDZIEŃ MODLITW O JEDNOŚĆ CHRZEŚCIJAN W LUBLINIE, CZYLI DWÓCH AKTORÓW I STATYŚCI

Mariusz Orłowski

TYDZIEŃ MODLITW O JEDNOŚĆ CHRZEŚCIJAN W LUBLINIE, CZYLI DWÓCH AKTORÓW I STATYŚCI

Kolejny Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan, który w tym roku przebiegał pod hasłem „Trwali oni w nauce apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach” (Dz 2, 42), przeszedł do historii. Po kilkuletniej przerwie postanowiłem ponownie uczestniczyć we wszystkich nabożeństwach, które od 18 do 25 stycznia odbywały się w świątyniach różnych Kościołów chrześcijańskich Lublina.

To, co zobaczyłem i usłyszałem podczas całego Tygodnia, skłania mnie, niestety, do smutnej refleksji. Odnoszę bowiem wrażenie, że ekumeniczny dialog w Kozim Grodzie ogranicza się do dwóch największych Kościołów chrześcijańskich, a pozostałym pozostawiono rolę statystów. Co więcej, z przeprowadzonych przeze mnie rozmów z innymi uczestnikami ekumenicznych nabożeństw wynika, że nie jestem w tej opinii odosobniony.

Kilka lat temu rozmawiałem z pewnym emerytowanym księdzem z Kościoła Polskokatolickiego, który większość swej posługi duszpasterskiej pełnił w USA, a na emeryturę powrócił do Polski i zamieszkał w mieście nad Bystrzycą. Gdy próbowałem zachęcić go do zaangażowania się w pewną inicjatywę o charakterze ekumenicznym, odpowiedział mi, że może zaangażować się w jakąkolwiek ekumeniczną inicjatywę dopiero wtedy, gdy miejscowy Arcypasterz Kościoła większościowego będzie gotów wynająć swoją archikatedrę na potrzeby innego Kościoła chrześcijańskiego. Do takiego bowiem wymiaru ekumenizmu przyzwyczaił się, przebywając w Stanach Zjednoczonych. Nikt jednak nie żąda aż tak wiele.

Ks. dr Sławomir Pawłowski z Instytutu Ekumenicznego KUL twierdzi, że ekumenizm uczy go słuchania z cierpliwością tych, z którymi się nie zgadza[1]. Cały problem polega jednak na tym, że w Lublinie prawie nikt nie ma ochoty na słuchanie głosu Kościołów mniejszościowych poza… członkami Kościołów mniejszościowych. Dlatego też przestaje mnie już dziwić fakt, że jeden z tych Kościołów wycofał się w tym roku z udziału w Tygodniu Modlitewnym. Inny rozważa podjęcie takiej decyzji w przyszłym roku…

Przypisy:

[1] Por. Rozróżnianie różnic, „Gość Niedzielny” 2011, nr 3, s. 29.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2011, nr 3-4, s. 15.