JESZCZE GRA MUZYKA…

JESZCZE GRA MUZYKA…

WYWIAD Z JERZYM SKRZYPCZYKIEM,

LIDEREM ZESPOŁU CZERWONE GITARY,

PRZEPROWADZONY 23 SIERPNIA 2003 W JÓZEFOWIE BIŁGORAJSKIM

PODCZAS XI FESTIWALU KULTURY EKOLOGICZNEJ

Czy często można usłyszeć Czerwone Gitary na żywo w Polsce?

- Przewaga występów w Polsce ma miejsce w okresie lata. Ruszamy najczęściej w pierwszy weekend maja, a kończymy we wrześniu. I to jest ta największa ilość koncertów. Natomiast okres jesieni, zimy i wiosny przeznaczamy na koncerty dla Polonii w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Niemczech, Austrii. Gramy w ładnych, dużych salach z pełnym wyposażeniem jeżeli chodzi o światła, natomiast aparaturę wozimy ze sobą albo zagraniczny manager dba o to, by wszystko było przygotowane.

Podczas dzisiejszego koncertu nie wystąpił Bernard Dornowski – wieloletni członek Czerwonych Gitar. Czy grywa jeszcze z zespołem?

- Niestety nie, ze względu na zły stan zdrowia. Sprawy procesowe o nazwę zespołu z Sewerynem Krajewskim spowodowały, że nie wytrzymał tego psychicznie i… fizycznie. Ma silną nerwicę serca. Lekarz powiedział mu, że albo będzie pracował, albo będzie żył. Wybrał to drugie.

Czy spór o nazwę zespołu został ostatecznie rozstrzygnięty?

- Po orzeczeniu sądu drugiej instancji sprawa jest definitywnie zakończona. Krajewski nie miał najmniejszego prawa zachować dla siebie nazwy zespołu z trzech powodów. Po pierwsze, nie wymyślił tej nazwy. Po drugie, nie był w pierwszym składzie Czerwonych Gitar. Przyszedł do zespołu, który był już popularny. Zanim do nas dołączył, mieliśmy już na swym koncie pierwsze przeboje: „Bo ty się boisz myszy”, „Licz do stu”, „Pluszowe niedźwiadki”, „Historia jednej znajomości”. Współpracował z nami w tym czasie jedynie w krótkich okresach. Na stałe przyszedł dopiero po roku istnienia Czerwonych Gitar, zastępując Henryka Zomerskiego, który dostał powołanie do wojska. Po trzecie, odszedł od zespołu z niewyjaśnionych do tej pory przyczyn. Trudno więc, aby w takich okolicznościach uzurpował sobie prawo do decydowania o tym, kto ma używać nazwy Czerwone Gitary. Takie też stanowisko zajął sąd.

Trasa koncertowa z okazji 25-lecia Czerwonych Gitar, z udziałem Krajewskiego, Dornowskiego, Skrzypczyka i Kosseli, nie zapowiadała, że wszystko potoczy się w ten sposób.

- 1991 r. to był początek naszego słynnego come back’u i wtedy wszystko było OK, aż do roku 1996, kiedy o rozwiązaniu zespołu Czerwone Gitary dowiedzieliśmy się z „Super Expressu”, z artykułu „Koniec Czerwonych Gitar”, autoryzowanego przez Seweryna Krajewskiego; notabene jadąc razem z Krajewskim na koncert. Proszę sobie wyobrazić paradoks całej sytuacji.

Jednak nagrana już bez Krajewskiego płyta Czerwonych Gitar „…jeszcze gra muzyka” nie odniosła sukcesu komercyjnego.

- Jej wydanie zbiegło się z naszymi procesami sądowymi o nazwę zespołu. Żaden poważny wydawca nie włoży w takiej sytuacji wielkich pieniędzy w promocję płyty zespołu, który nagle może się przestać nazywać Czerwone Gitary. Nie było więc promotora i wielkiej promocji.

Podobny los spotkał kiedyś Waszą czwartą płytę – „Na fujarce”. Był to bardzo dobry album, który również nie zyskał szerszej popularności wśród słuchaczy w momencie ukazania się. Czy obecnie gracie coś z tej płyty na swoich koncertach?

- Niestety, nie. Zresztą nigdy nie graliśmy na koncertach utworów z tej płyty. Próbowaliśmy „Czekam na twój przyjazd”, ale ponieważ przechodziło to tak sobie, zrezygnowaliśmy nawet z tego. Co innego jest wartość muzyczna płyty, a co innego jej wartość komercyjna. Nie zawsze idzie to w parze. Płyta była absolutnie inna niż to, co kojarzy się z Czerwonymi Gitarami. Przy zmianie stylu grania w sposób zdecydowany, zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że utraci się dotychczasową publiczność, a nie pozyska nowej.

Czy młodzi muzycy, których oglądaliśmy na dzisiejszym koncercie, współpracują z Czerwonymi Gitarami na stałe?

- Nie. Zasada jest taka, że są to ludzie, których lansujemy. Mają oni olbrzymi komfort, polegający na tym, że omijają te przeszkody, z którymi myśmy się borykali. Wchodzą do dobrej nazwy, do dużej widowni i są od razu dobrze odbierani i zapamiętywani przez publiczność, która przychodzi na nasze koncerty. Jeżeli któryś poczuje się na tyle silny, aby stworzyć coś własnego, to proszę bardzo. Weźmiemy następnego i będziemy go lansować. Moim marzeniem jest stworzenie zespołu złożonego z młodych ludzi, który w przyszłości pod naszym patronatem będzie kontynuował działalność Czerwonych Gitar, grając jednocześnie stary repertuar grupy na koncertach. Byłby to – jak sądzę – pierwszy tego typu przypadek na świecie.

Co w związku z tym sądzi Pan o działalności zespołu Żuki?

- W czasie, gdy Czerwone Gitary nie koncertowały, byliśmy zadowoleni, że ktoś wykonuje nasze piosenki. Jednak, gdy zaczęliśmy znowu występować, Żuki stały się dla nas swego rodzaju konkurencją, chociaż nie do końca. Jaką przyszłość może mieć bowiem zespół, który nie wykonuje własnego repertuaru, a jedynie imituje innych?

Czy po odejściu Seweryna Krajewskiego z Czerwonych Gitar nie rozważaliście jednak jakiejś fuzji z Żukami?

- Rzeczywiście był taki pomysł, ale ostatecznie upadł. W zespole zrobiłoby się po prostu za ciasno...

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę Czerwonym Gitarom 100 lat.

Rozmawiał: Mariusz Orłowski

(wywiad nieautoryzowany)

WCIĄŻ GRAJĄ I ŚPIEWAJĄ NAJGŁOŚNIEJ W POLSCE Pamięci Henryka Zomerskiego (1942-2011)

Mariusz Orłowski

WCIĄŻ GRAJĄ I ŚPIEWAJĄ NAJGŁOŚNIEJ W POLSCE

Pamięci Henryka Zomerskiego (1942-2011)

Józefów Biłgorajski – miasteczko na Roztoczu liczące ok. 3 tys. mieszkańców. Od 1993 r. jest tu organizowany w sierpniu Festiwal Kultury Ekologicznej. Co roku konkursom festiwalowym towarzyszy występ jakiejś gwiazdy polskiej estrady. W 2003 r. gościem festiwalu był zespół... Czerwone Gitary. Powspominajmy…

Na kompleksie boisk sportowych Szkoły Podstawowej w Józefowie ustawiono scenę, a przed nią kilkadziesiąt rzędów ławek. Jest 700 miejsc siedzących, ale cały kompleks może pomieścić kilka tysięcy osób.

Około 20.00 członkowie zespołu docierają do szkoły, w której urządzono im garderobę. Tutaj też zjedzą kolację po koncercie. O 21.30 rozpoczyna się próba instrumentów. Kolejno odsłuchiwane są: perkusja, bas, klawisze, gitary. Na koniec jeszcze próba mikrofonów. Wszystkie miejsca siedzące są już zajęte, ale ludzi wciąż przybywa. Otaczają scenę z trzech stron. Jest już na pewno kilka tysięcy osób. To więcej niż liczy całe miasteczko. Przyjechali z Biłgoraja, Tomaszowa Lubelskiego, Zamościa, Lublina, aby zobaczyć Czerwone Gitary. Na widowni publiczność należąca do trzech pokoleń: dziadkowie, rodzice i ich dzieci. W powietrzu daje się wyczuć lekkie podniecenie. Za chwilę „dotkniemy” zespołu-legendy...

Punktualnie o 22.00 wychodzą na scenę, entuzjastycznie witani przez widownię. - Zanim oficjalnie się z Wami przywitamy, chcemy bardzo Was prosić, abyście w ten początek koncertu wstąpili razem z nami – mówi Jerzy Skrzypczyk, perkusista zespołu. Pytanie będzie proste. Czy wystartujecie z nami!? (aplauz). No to uwaga. Liczymy od pięciu do jednego. Pięć – cztery – trzy – dwa – jeden. Zaczęło się. „Nie zadzieraj nosa” – piosenka, którą Czerwone Gitary od lat rozpoczynają większość swoich występów. Wszyscy wstają ze swych miejsc i nikt już nie usiądzie na nich do końca koncertu. Tłum pod sceną faluje. - Baw się razem z nami! – to ostatnie słowa piosenki, po której następuje krótka prezentacja zespołu występującego na scenie. Jerzy Kossela i Henryk Zomerski to muzycy, którzy w 1965 r. wymyślili Czerwone Gitary i stworzyli koncepcję artystyczną tego zespołu. Co ciekawe, Zomerski jako pierwszy w Polsce grał na gitarze basowej, która zastąpiła w zespołach beatowych kontrabas. Kolejny muzyk to Jerzy Skrzypczyk – jedyny członek Czerwonych Gitar, który brał udział w nagrywaniu wszystkich płyt zespołu i uczestniczył we wszystkich koncertach grupy. Na gitarach akustycznych gra Mieczysław Wądołowski, który wygrał konkurs na interpretację piosenki Krzysztofa Klenczona w Szczytnie i jest laureatem festiwalu w Zielonej Górze. Całość uzupełniają młodzi muzycy – basista Arkadiusz Wiśniewski i grający na gitarze solowej Dariusz Olszewski. - W ciągu 38 lat istnienia Czerwonych Gitar przez zespół przewinęło się czternastu muzyków – kończy prezentację grupy jej aktualny lider, Jerzy Skrzypczyk i zapowiada kolejny utwór. Piosenka napisana przez Jerzego Kosselę, od której wszystko się zaczęło – „Bo Ty się boisz myszy”. Zaraz po niej „Pluszowe niedźwiadki” – utwór z tego samego okresu. Następnie napisana w 1965 r. przez Klenczona i Kosselę „Historia jednej znajomości”. Kolej na „Jak mi się podobasz” – piosenkę z zabawnym tekstem autorstwa Seweryna Krajewskiego, do którego muzykę napisał Krzysztof Klenczon. Wesoły nastrój udziela się muzykom. - W zespole mamy dwóch młodych chłopaków o podobnie brzmiących imionach – Arek i Darek – zaczyna Jerzy Skrzypczyk. - I jeżeli to Was dziewczęta interesuje, mogę zdradzić, że obaj są kawalerami (aplauz). Ale tak naprawdę do końca kawalerem jest Arek, a Darek tylko wtedy, kiedy wyjeżdża z domu – żartuje Skrzypczyk jak za dawnych lat. To wstęp do piosenki „Trzecia miłość – żagle” – kompozycji Seweryna Krajewskiego, do której słowa napisał Krzysztof Dzikowski. Atmosfera koncertu podnosi się. - Za chwilę posłuchacie utworu, w którym każdy z muzyków zaśpiewa o swojej ulubionej porze roku: „Cztery pory roku” – zapowiada Skrzypczyk. - Wiosna, lato, jesień, zima przypomina mi Ciebie – śpiewa z zespołem publiczność... Po pierwszych taktach „Płoną góry, płoną lasy” na widowni robi się naprawdę gorąco. Utwór był wielkim przebojem na początku lat 70. Kolej na blok piosenek poświęconych pamięci Krzysztofa Klenczona: „Kwiaty we włosach” – utwór z trzeciej i zarazem ostatniej płyty nagranej przez artystę z Czerwonymi Gitarami, „Wróćmy na jeziora” – jedna z najpiękniejszych ballad Klenczona, ściśle związana z Mazurami, z których pochodził. I wreszcie piosenka, którą Czerwone Gitary wykonują w hołdzie tragicznie zmarłemu koledze – „Nie spoczniemy” Seweryna Krajewskiego z lirycznym tekstem także już nieżyjącej Agnieszki Osieckiej. Po króciutkiej przerwie zespół „startuje” po raz drugi piosenką „Nie zadzieraj nosa”, po której następują kolejne dynamiczne utwory: „Powiedz stary gdzieś ty był”, „Jeśli tego chcesz” i „Najpiękniejsze są polskie dziewczyny”. Utwór w stylu boogie-woogie „Baw się razem z nami” staje się pretekstem do wspólnej zabawy z publicznością, która powtarza za zespołem dwa słowa: „Józefów – śpiewa”. Po nim następuje czas na prezentację czegoś nowego. Utwór „Już nie jestem tym chłopcem”, z ostatniej płyty zespołu „…jeszcze gra muzyka”, stylistycznie nawiązuje do starych piosenek Czerwonych Gitar, zarówno w warstwie muzycznej, jak i słownej. Zaraz po nim „10 w skali Beauforta” – największy przebój Krzysztofa Klenczona, nagrany z zespołem Trzy Korony. Publiczność ochoczo powtarza za zespołem tytułową frazę. I jeszcze dwie piosenki Krajewskiego: „Takie ładne oczy” i „Tak bardzo się starałem” oraz Klenczona: „Nikt na świecie nie wie”. Koncert nabiera jeszcze większego tempa. To już prawdziwa „jazda bez trzymanki”. Na zakończenie ponownie „Nie zadzieraj nosa”. Publiczność nie przestaje klaskać. Pierwsze bisy. Aby nieco ostudzić atmosferę zespół wykonuje utwory „Anna Maria” i „Niebo z moich stron”. - Jeszcze, jeszcze, jeszcze – krzyczy rozentuzjazmowany tłum. Zanim nastąpi kolejny bis, Jerzy Skrzypczyk, w imieniu całego zespołu, dziękuje organizatorom za zaproszenie, a licznie zgromadzonej publiczności za udział we wspólnej zabawie. Potem rozpoczyna się... „Matura”. Jak zwykle utwór staje się okazją do żartobliwej, improwizowanej dyskusji między członkami zespołu. Do zabawy wciągnięta zostaje również publiczność, decyzją której Arek, najmłodszy członek zespołu, nie może zdać przyszłorocznej matury. Koncert dobiega końca. - Dziękujemy z całego serca! Dobranoc! – krzyczy Jerzy Skrzypczyk. Zespół opuszcza scenę. Oklaski powoli milkną, a za sceną zaczynają gromadzić się łowcy autografów. Okazja do zdobycia podpisu któregoś z członków zespołu może się przecież nie powtórzyć...

*   *   *

Gdy w roku 2003 pisałem powyższe słowa, nie przypuszczałem, że niecałe 10 lat później nabiorą one realnego kształtu. 16 kwietnia 2011 r. zmarł Henryk Zomerski – pierwszy basista Czerwonych Gitar, od 1999 r. ponownie występujący z tym zespołem. Cześć Jego Pamięci.