TYDZIEŃ MODLITW O JEDNOŚĆ CHRZEŚCIJAN 2013 W LUBLINIE OKIEM UCZESTNIKA

Mariusz Orłowski

TYDZIEŃ MODLITW O JEDNOŚĆ CHRZEŚCIJAN 2013 W LUBLINIE OKIEM UCZESTNIKA

I nastał Dzień Pierwszy. Kościół Ewangelicko-Augsburski

Lubelski Tydzień Ekumeniczny zaczął się naprawdę wspaniale. Na początek piękne kazanie o. T. Dostatniego o przebaczeniu i miłości jako podstawach człowieczeństwa. Później jakże mądre słowa abpa S. Budzika o nicejsko-konstantynopolitańskim wyznaniu wiary jako fundamencie jedności chrześcijan różnych tradycji. Oby te słowa stały się w końcu ciałem… Na zakończenie poruszająca modlitwa dziękczynna pastora M. Maikowskiego za zbawienie ofiarowane nam przez Boga w Jezusie. To był niezwykły dzień.

I nastał Dzień Drugi. Kościół Starokatolicki Mariawitów

Na wstępie słowo zachęty ks. S. Rosiaka o jednej owczarni, którą tworzą wszyscy chrześcijanie, i jednym Pasterzu – Jezusie Chrystusie. Później korespondujące z tą wypowiedzią kazanie ks. A. Gontarka o chrześcijanach różnych tradycji, którzy są jedną, wielką, duchową rodziną i powinni szukać Boga w twarzy Innego. No i – niezaplanowana, lecz ciekawa – dyskusja z udziałem ks. S. Rosiaka i ks. dra S. Pawłowskiego po zakończeniu nabożeństwa. Takie nieformalne rozmowy naprawdę zbliżają ludzi.

I nastał Dzień Trzeci. Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny

Kazanie ks. dra S. Pawłowskiego o Bogu, który wzbudza w nas pragnienie do wszelkiego dobrego dzieła, w tym pragnienie jedności. Z pewnością to sam Bóg przez Ducha Świętego wlewa do naszych serc także pragnienie tego, abyśmy już nie tylko się tolerowali, ale akceptowali – jak pięknie ujął to na zakończenie nabożeństwa ks. A. Łoś. Ponieważ sam Bóg akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy, musimy akceptować Innych. To rodzaj imperatywu moralnego, papierka lakmusowego weryfikującego naszą wiarę. Zadanie na całe nasze życie.

I nastał Dzień Czwarty. Kościół Rzymskokatolicki, klasztor oo. Dominikanów – dyskusja panelowa nt. „Wiara i niewiara w życiu Polaków. Trzy tradycje: prawosławna, katolicka, ewangelicka”

Na początek celne spostrzeżenie ks. dra D. Chwastka, iż na praktykę wiary składają się zarówno treści, jak i akty wiary. Później piękna myśl – przytoczona przez ks. J. Szczura – o wierze jako drodze, którą Bóg i człowiek idą na spotkanie ze sobą. No i niezwykle cenna wypowiedź W. Samolińskiego o pułapkach identyfikacji polskości z katolicyzmem. Podsumowanie dyskusji to wniosek, że fenomen wiary jawi się jako dynamiczna rzeczywistość chrześcijańskiego życia, z którym zgodzili się wszyscy paneliści, ale odnoszę wrażenie, że podobne było odczucie wszystkich uczestników spotkania. Naprawdę warto było przybyć w to mroźne popołudnie do Dominikanów.

I nastał Dzień Piąty. Kościół Polskokatolicki

Za najcenniejszą myśl, która pojawiła się podczas tego nabożeństwa, uważam postawioną przez ks. prof. P. Kantykę tezę, że Bóg oczekuje od nas nawrócenia w trzech aspektach: indywidualnym, społecznym i eklezjalnym, aby przezwyciężyć grzech podziału. Myślę, że wszyscy możemy się pod tym podpisać, jednak odnoszę wrażenie, że owo nawrócenie eklezjalne jest w różnych Kościołach rozumiane odmiennie. O ile nawrócenie indywidualne i społeczne nie budzi większych kontrowersji, o tyle nawrócenie w wymiarze eklezjalnym nie jest już kwestią tak jednoznaczną. Ks. prof. P. Kantyka w swym kazaniu przedstawił tę kwestię z perspektywy katolickiej, do czego – jako katolik – miał prawo. Jednak w nieformalnych rozmowach po nabożeństwie zarysowały się też inne perspektywy postrzegania tego problemu. Na pewno w przyszłości warto na ten temat więcej dyskutować na szerszym forum.

I nastał Dzień Szósty. Kościół Zielonoświątkowy

Jedność niejedno ma imię – taki wniosek można wysnuć po wysłuchaniu kazania Genadija Zabłockiego, białoruskiego pastora, który przemawiał gościnnie w kaplicy Kościoła Zielonoświątkowego. W odróżnieniu od katolickiej wizji jedności, wyrażającej się w dążeniu do zgromadzenia wszystkich chrześcijan w jednym organizmie eklezjalnym, zaprezentował on koncepcję jedności charakterystyczną dla chrześcijaństwa wolnokościelnego. Zjednoczeni [w Chrystusie] są wszyscy wierzący, którzy realizują Wielki Nakaz Misyjny swego Mistrza. W takiej perspektywie Kościół/Kościoły jako instytucja przestaje być celem samym w sobie, ale staje się narzędziem do realizacji celu, jakim jest Wielkie Posłannictwo. W tej koncepcji jedności liczy się skuteczność w realizacji Wielkiego Nakazu Misyjnego, czego najlepszym gwarantem – według jej zwolenników – jest wielość i różnorodność narzędzi (Kościołów). To bardzo interesujące, że podczas dwóch kolejnych dni Tygodnia Modlitewnego zderzyły się ze sobą te dwie – jakże odmienne – wizje jedności chrześcijan.

I nastał Dzień Siódmy. Kościół Ewangelicko-Metodystyczny

Oto garść refleksji, które nasunęły mi się po wysłuchaniu kazania ks. dra S. Pawłowskiego o trzech rodzajach ekumenizmu. Otóż odnoszę wrażenie, że – mimo wzlotów i upadków – ciągle najlepiej w Polsce ma się ekumenizm naukowy/doktrynalny. Toczy się wiele dialogów teologicznych, ukazuje się sporo publikacji, jednak wszystko to nie ma w zasadzie żadnego przełożenia na ekumenizm duchowy i praktyczny. Weźmy pod uwagę tylko Lublin. Jeżeli chodzi o ekumenizm duchowy, to od kilkunastu lat ekumeniczną wspólnotę modlitwy tworzy kilkadziesiąt tych samych osób, co w skali tak dużego miasta jest kroplą w morzu. Ogromne rzesze wiernych nie mają nawet pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan. Niestety, nie we wszystkich parafiach wierni są informowani o Tygodniu Modlitewnym, za co odpowiedzialni są proboszczowie lekceważący kwestię jedności chrześcijan. Jeszcze gorzej jest w Lublinie, i całej Polsce, z ekumenizmem praktycznym. Na palcach jednej ręki da się policzyć ekumeniczne inicjatywy społeczne, których celem jest służba innym ludziom. W takich okolicznościach kluczową kwestią staje się właściwa formacja przyszłych duszpasterzy. Nie zmieni się nic, jeżeli ekumenizm nadal będzie postrzegany jako fanaberia wąskiego grona duchownych.

I nastał Dzień… Ósmy. Kościół Rzymskokatolicki

Do najcenniejszym myśli tego dnia zaliczyć należy wypowiedzi hierarchów dwóch Kościołów siostrzanych: prawosławnego i katolickiego. Abp Abel, nawiązując w swym kazaniu do „Hymnu o miłości”, który w jego odczuciu stanowi sedno nauczania apostoła Pawła, stwierdził, że największym przejawem miłości jest praktyka otwartości. W swym komentarzu do homilii wygłoszonej przez abpa Abla bp M. Cisło podkreślił z kolei, iż ogłoszony w Kościele katolickim – w pięćdziesiątą rocznicę otwarcia Soboru Watykańskiego II – Rok Wiary jest dobrym pretekstem, by dokonać rachunku sumienia m.in. w kwestii dialogu ekumenicznego. Bp M. Cisło zostawił nas z pytaniem otwartym, które może być znakomitym podsumowaniem całego lubelskiego Tygodnia Modlitewnego i punktem wyjścia do dalszej ekumenicznej dyskusji: Czy zależy nam na jedności chrześcijan?

No właśnie. Czy naprawdę zależy nam na jedności? A jeśli tak, to komu?

Epilog. Kościół Adwentystów Dnia Siódmego – Międzywyznaniowe Nabożeństwo Dziękczynne z okazji Międzynarodowego Dnia Wolności Religijnej

Wstrząsająca relacja I. Zamkowskiej ze Stowarzyszenia „Głos Prześladowanych Chrześcijan” o szykanowaniu wyznawców Jezusa za składanie świadectwa wiary zakończyła się modlitwą – której przewodzili duchowni różnych Kościołów – o kraje, w których rozwój sytuacji politycznej prowadzi do ograniczania wolność religijnej i praw mniejszości. Dopełnieniem sprawozdania I. Zamkowskiej okazało się kazanie pastora G. Korczyca o granicach ludzkiej wolności w perspektywie biblijnej.

Watro dodać, że zdaniem ekspertów misji Release International (RI) z Wielkiej Brytanii najpoważniejszym zagrożeniem dla chrześcijan w 2013 r. będą wstrząsy polityczne i społeczne, do jakich od ponad dwóch lat dochodzi w krajach islamskich. Eksperci RI wskazali na trzy główne źródła prześladowań wyznawców Chrystusa w bieżącym roku: fundamentalizm islamski, państwa totalitarne, takie jak Korea Północna, oraz Indie, w których przybiera na sile wojujący hinduizm.

PS. Alternatywny Tydzień Modlitw?

Należy odnotować, że w dniach 13-20 stycznia 2013 r. odbył się też Tydzień Modlitwy Aliansu Ewangelicznego, który obchodzono pod hasłem „Chodząc z Bogiem”. Jak się okazuje, temat Oktawy Modlitw AE był bardzo podobny do tego wybranego na Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan…

 

Antropomorfizmy, czyli jak mówić o Wielkim Nieznanym

Mariusz Orłowski

Antropomorfizmy, czyli jak mówić o Wielkim Nieznanym

Dyskutowałem ostatnio z pewnym ewangelikalnym chrześcijaninem na temat znaczenia hermeneutyki biblijnej w interpretacji Pisma Świętego. Mój rozmówca na początku zgodził się ze mną, że stosowanie jej zasad jest bardzo ważne dla właściwego odczytywania i rozumienia sensu przesłania biblijnego, a następnie stwierdził, że „jak nie trzeba kombinować, to czytajmy ze zrozumieniem”. Jako przykład biblijnego tekstu „niewymagającego kombinowania” podał wypowiedź św. Jakuba: „Jeżeli Pan zechce, […] zrobimy to lub owo” (Jk 4,15), którą – jego zdaniem – należy interpretować dosłownie. Co oznaczała w rozumieniu mojego rozmówcy dosłowna interpretacja słów św. Jakuba? To, że uda nam się zrobić to czy tamto, jeżeli taka będzie wola Boga, a jeżeli nam się nie udało zrobić tego czy tamtego, to znaczy, że nie było to zgodne z wolą Bożą. Przykładem takiego sposobu myślenia może być wypowiedź pewnego zielonoświątkowego pastora, który podczas rozmowy ze mną stwierdził, iż zamierzał zamieszkać w Niemczech, ale Bóg mu nie pozwolił. Czy w ten sposób należy tłumaczyć wszystkie niezrealizowane przez nas zamierzenia?

Jako polonista wiem, na czym polega czytanie ze zrozumieniem, jednak jako teolog wiem również, że właściwa interpretacja tekstu biblijnego uzależniona jest od znajomości biblijnych form wyrazu, a więc związana jest z tym, co współczesna biblistyka nazywa krytyką form literackich. Mylą się więc, niestety, Ci, którzy sądzą, że powyższe stwierdzenie św. Jakuba należy interpretować dosłownie. Mamy bowiem w tym wypadku do czynienia z antropomorfizmem[1], użycie którego ma na celu wskazanie na suwerenność Boga z jednej i uzależnienie człowieka od różnych okoliczności zewnętrznych z drugiej strony.

Bóg niczego ludziom nie narzuca i nie zabrania, gdyż dał im wolną wolę. Człowiek może więc w swoim życiu wybierać dobro lub zło. (Abstrahuję tutaj od sytuacji, kiedy to nie zawsze jesteśmy pewni tego, co ostatecznie będzie dobre dla nas i drugiego człowieka, jednak wiem, iż Bóg jest w stanie nawet zło przekuć w dobro.) Owszem, w życiu każdego człowieka pojawiają się różne przeszkody, które nie pozwalają na realizację niektórych naszych zamierzeń, ale infantylizmem byłby traktowanie owych przeszkód jako sprzeciwu Boga wobec podejmowanych przez nas decyzji. Z niemożności zrealizowania części naszych planów należy wyciągać zupełnie inną lekcję: Tylko Bóg jest od nikogo niezależny i suwerenny w swoich decyzjach i nic nie stanie mu na przeszkodzie w ich realizacji. Natomiast w naszym życiu dzieje się często inaczej: „Wy, którzy nie wiecie nawet, co jutro będzie” (Jk 4,14a).

Już pobieżna lektura Biblii pozwala zauważyć charakterystyczne dla niej zjawiska syntaktyczno-stylistyczne, do których zalicza się m.in. antropomorfizmy. Stosowanie antropomorfizmów jest naturalnym następstwem usiłowań autorów ksiąg biblijnych, by w sposób działający na ludzką wyobraźnię mówić o Bogu, który dla człowieka jest niewyobrażalny[2].

Przypisy:

[1] Antropomorfizm – w religioznawstwie przypisywanie cech i właściwości ludzkich zjawiskom przyrody, bogom lub Bogu.

[2] Zob. J. Szlaga, Hermeneutyka biblijna, [w:] Wstęp ogólny do Pisma świętego, pod redakcją J. Szlagi, Wydawnictwo „Pallottinum”, Poznań-Warszawa 1986, ss. 201-203.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2012, nr 5-6, s. 20.

MOJA DYSKUSJA Z PROFESOREM GRZEGORZEM PEŁCZYŃSKIM O WARTOŚCIACH, CZYLI LEWY DO PRAWEGO

MOJA DYSKUSJA Z PROFESOREM GRZEGORZEM PEŁCZYŃSKIM O WARTOŚCIACH, CZYLI LEWY DO PRAWEGO

Mariusz Orłowski

Czy chrześcijanin może mieć poglądy lewicowe?

Potoczne w naszym kraju przekonanie o tym, iż lewica to ateiści, a prawica to ludzie Kościoła, jest – w moim odczuciu – z gruntu fałszywe. Zdecydowanie przeciwstawiam się też poglądowi, według którego miałaby rzekomo istnieć jakaś sprzeczność pomiędzy byciem chrześcijaninem i przynależnością do partii o lewicowej proweniencji. Co więcej, samo doświadczenie podpowiada, że partie lewicowe mogą mieć – podobnie jak prawicowe – chrześcijańskie korzenie. Przykładem może tu być chociażby brytyjska Partia Pracy, która bierze swój początek od działalności J. Wesleya i jego współpracowników. A wszystko to dlatego, że żyjący w XVIII w. ks. Jan Wesley, duchowny anglikański i prekursor metodyzmu, nie ograniczał się – jak wielu duchownych tamtych czasów – do jałowego moralizowania. Jego wystąpienia dotykały trapiących Anglię problemów społecznych – pijaństwa, przemocy czy niewolnictwa. Za słowami szły czyny. J. Wesley rozwijał akcję charytatywną – zakładał szpitale, sierocińce i kasy zapomogowe, które ułatwiały drobnym rzemieślnikom rozbudowywanie własnych warsztatów pracy. Poza tym J. Wesley wywarł wpływ na reformę więziennictwa oraz na poprawę warunków pracy robotników.

Tworząc pierwsze stowarzyszenie metodystów, J. Wesley opracował obowiązujące w nim „Zasady Ogólne”, którymi mieli kierować się jego członkowie. Mieli oni unikać zła i czynić dobro, korzystając z ustanowionych przez Boga środków łaski. Do „Zasad Ogólnych” nawiązuje inny historyczny dokument metodystyczny – „Zasady Socjalne”, czyli społeczne nauczanie Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego. Celem wskazówek Kościoła wyrażonych w tym dokumencie nie jest narzucanie komukolwiek czegokolwiek, ale inspirowanie do przemyśleń i pozytywnego działania na rzecz innych ludzi, bowiem współcześni metodyści, podobnie jak żyjący w XVIII wieku J. Wesley, uważają, że Dobra Nowina głoszona przez Jezusa i jego uczniów ma swój wymiar duchowy, jak i społeczny.

Będąc chrześcijaninem, osobiście opowiadam się za państwem świeckim, w którym Kościoły (bo nie jedynie Kościół katolicki) są tylko jednym z równouprawnionych uczestników dialogu społecznego. Uważam, że rozdział państwa od Kościoła stanowi rozwiązanie korzystne zarówno dla obywateli, jak i samych Kościołów, które powinny stawiać na jakość, a nie na ilość.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2011, nr 11-12, s. 13.


Grzegorz Pełczyński

Chrześcijanin po lewicy? Nigdy!

Czy chrześcijanin może mieć poglądy lewicowe? – zapytuje Mariusz Orłowski w swym ostatnim felietonie na łamach „Pielgrzyma Polskiego”. Na pytanie to daje odpowiedź pozytywną. Że wierzący w Jezusa Chrystusa może być lewicowcem, upewnia go postać Johna Wesleya. Twórca metodyzmu z pewnością był chrześcijaninem. Według felietonisty należał on także do ludzi lewicy, bo przeciwstawiał się pijaństwu, przemocy, niewolnictwu, ponadto zakładał szpitale, sierocińce i kasy zapomogowe.

Wpisanie Wesleya na listę zwolenników lewicy budzi szereg zastrzeżeń. Angielski reformator żył wszakże w wieku XVIII, kiedy to podział na lewicę i prawicę jeszcze nie istniał. Gdy był u kresu swego życia, gdy wybuchła rewolucja francuska, zaczęto mówić dopiero o lewicy i prawicy we francuskim Zgromadzeniu Narodowym. A poza tym w krajach anglosaskich do dnia dzisiejszego podział ów wiąże się niezupełnie z takimi samymi treściami, jak w krajach kontynentalnej Europy.

Pojęcia lewica i prawica są obecnie dość wieloznaczne. Chcąc więc je używać, należałoby wpierw wyjaśnić, co się pod nimi rozumie. Stwierdzenie, iż chrześcijanin może mieć poglądy lewicowe, niesie ze sobą bardzo wiele niebezpieczeństw. Z lewicą współcześnie kojarzy się na przykład popieranie zabijania nienarodzonych i chorych, propaganda homoseksualizmu, przyzwolenie na zażywanie narkotyków oraz wrogość wobec chrześcijaństwa, które się temu wszystkiemu przeciwstawia.

Natomiast wrażliwość na biedę i niesprawiedliwość, a także rozdział Kościoła od państwa, to bynajmniej nie są dobrodziejstwa, które zawdzięczać należy lewicy. Iluż bogaczy, a więc osób co najmniej podejrzanych przez lewicę, rozdało swe mienie ubogim i walczyło z niesprawiedliwością. A rozdzielenie Kościoła od państwa stanowiło i stanowi fundament Stanów Zjednoczonych, państwa, którego lewicowcy nigdy miłością nie obdarzali.

Chrześcijaninowi prawica i lewica powinna się kojarzyć ze słowami Jezusa, który mówił o oddzieleniu owiec od kozłów. Kiedyś owce będą po prawicy, kozły zaś po lewicy. Te pierwsze odziedziczą Królestwo, ci drudzy ogień wieczny (Mt 25, 32-46).

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2012, nr 1-2, s. 7.


Mariusz Orłowski

„Co niemożliwe jest u ludzi, możliwe jest u Boga”, czyli nigdy nie mów nigdy

Dziękuję Profesorowi Grzegorzowi Pełczyńskiemu za słowa krytyki[1]. Ciszę się, że zechciał on zwrócić swoją uwagę na przyczynek do kwestii relacji chrześcijanin a polityka autorstwa skromnego kulturoznawcy i teologa z Lublina. Ale zacznijmy od początku.

Gdy pisałem o ks. Janie Wesleyu i jego działalności charytatywno-społecznej, nie przyszło mi nawet na myśl, aby „wpisywać go na listę zwolenników lewicy”[2]. Chodziło mi jedynie o pewien typ mentalności, sposób podejścia J. Wesleya do kwestii społecznych, który charakteryzował też kontynuatorów jego dzieła zrzeszonych w brytyjskich związkach zawodowych czy socjaldemokratycznej Partii Pracy. Wśród badaczy są przekonani co do faktu, iż mają one swoje korzenie właśnie w działalności J. Wesleya i jego współpracowników[3].

Pragnę zapewnić mego Adwersarza, iż jestem świadomy również faktu, że o podziale na lewicę i prawicę można mówić dopiero od czasów Wielkiej Rewolucji Francuskiej, kiedy to w Zgromadzeniu Narodowym przedstawiciele szlachty, arystokracji i duchowieństwa zasiadali po prawej stronie sali, zaś po lewej – politycy żądający przemian społecznych i politycznych.

Zgadzam się z prof. G. Pełczyńskim, że pojęcia „lewica” i „prawica” są dzisiaj niejednoznaczne. Do prawicy zalicza się zwykle środowiska o poglądach konserwatywnych, konserwatywno-liberalnych (przy czym chodzi tu o liberalizm gospodarczy a nie obyczajowy), chrześcijańsko-demokratycznych (których cechą charakterystyczną są silne związki ze strukturami wyznaniowymi przeważającymi w danym państwie), monarchistycznych i narodowych (nacjonalistycznych), a w skrajnym ujęciu – rasistowskich czy faszystowskich. Z kolei do lewicy najczęściej zaliczane są środowiska o poglądach socjaldemokratycznych, anarchistycznych i komunistycznych. Coraz częściej mówi się też o tzw. nowej lewicy, określając tą nazwą ugrupowania odwołujące się do idei ekologicznych, feministycznych czy pacyfistycznych.

Niekiedy lewica i prawica bywa charakteryzowana opisowo. I tak prawicą są określane te siły polityczne, które charakteryzuje szacunek dla tradycji, autorytetów, religii, istniejącej hierarchii społecznej oraz wstrzemięźliwość przy dokonywaniu zmian w systemie społeczno-gospodarczym i politycznym. Natomiast określenie „lewica” zwyczajowo stosuje się do sił politycznych dążących do zmian polityczno-ustrojowych, społecznych i gospodarczych, przeciwstawiających się tzw. tradycyjnemu porządkowi społecznemu.

Klasyczny podział na lewicę i prawicę bywa jednak aktualnie coraz częściej kwestionowany, gdyż wiele partii politycznych posiada w swych programach postulaty charakterystyczne zarówno dla historycznej lewicy, jak i prawicy. Ze względu na trudności w jednoznacznej klasyfikacji współcześnie istniejących partii, podział na lewicę i prawicę jest zastępowany tzw. podziałem dwuosiowym, gdzie jedna oś przedstawia kwestie gospodarcze (ekonomiczne), druga zaś światopoglądowe[4].

Twierdząc, że chrześcijanin może mieć poglądy lewicowe, miałem na myśli głównie zaangażowanie chrześcijan w działania mające na celu niwelowanie nierówności społecznych. Jednak wywołany przez prof. G. Pełczyńskiego do tablicy, twierdzę – wbrew niemu – że chrześcijan może charakteryzować również (i wielu charakteryzuje)… liberalizm światopoglądowy. Czy są to gorsi chrześcijanie? Nigdy nie zaryzykowałbym takiego twierdzenia.

Dokładnie rozumiem i w pełni zgadzam się z tym, iż w życiu każdego chrześcijanina, a w przypadku kierującego się zasadą sola scriptura protestanta w szczególności, rolę najważniejszego drogowskazu powinno odgrywać Pismo Święte. Jednak Biblia – jak trafnie zauważa B. Milerski – nie tyle „jest rezerwuarem znaczeń dotyczących wszystkich aspektów życia, ile […] jest źródłem prawdy dotyczącej zbawienia człowieka […]”[5].

Myślący człowiek, w tym myślący (mam taką nadzieję) chrześcijanin, bardziej lub mniej świadomie zadaje sobie pytania o charakterze filozoficznym: dlaczego istnieje świat?, kim jestem?, skąd przychodzę?, dokąd zmierzam?, czy życie ma sens?, a jeśli tak, to co warto czynić na tym naszym świecie? Próby odpowiedzi na te i tym podobne pytania kształtują z kolei nasz światopogląd.

Charakter pytań filozoficznych (metafizycznych, epistemologicznych, aksjologicznych) wyraża się w tym, iż nie ma na nie jednoznacznych odpowiedzi. Fakt ten próbował naszym rodakom uświadomić niedawno ks. Adam Boniecki, który w programie „Kropka nad i” w odpowiedzi na pytanie Moniki Olejnik: „Czy krzyż powinien wisieć w Sejmie, czy nie?”, odpowiedział: „Uważam, że obie odpowiedzi są poprawne”[6]. Efekt był taki, iż przełożony ks. A. Bonieckiego nałożył na niego oficjalny nakaz ograniczenia publicznych wystąpień. Pokazywanie wątpliwości nie jest bowiem popularne, gdyż większość ludzi oczekuje odpowiedzi prostych i jednoznacznych.

Takiej właśnie jednoznacznej odpowiedzi w kwestii jakże skomplikowanych problemów etycznych, jakimi są: aborcja, eutanazja i homoseksualizm, udziela prof. G. Pełczyński, twierdząc, że „chrześcijaństwo się temu przeciwstawia”[7]. Pytam się więc, jakie chrześcijaństwo: Czy chodzi o wszystkich wyznawców Chrystusa na przestrzeni wieków? A może chodzi o współcześnie żyjących chrześcijan reprezentujących różne tradycje wyznaniowe: prawosławnych, katolików, protestantów? A może chodzi o lokalną wspólnotę kościelną, której członkiem jest prof. G. Pełczyński? Co to znaczy chrześcijaństwo? Załóżmy, że chodzi o przywołany przeze mnie w dyskutowanym tekście Zjednoczony Kościół Metodystyczny. Jeżeli tak, to okazuje się, że ww. kwestie etyczne w oficjalnym nauczaniu tego Kościoła nie są wcale rozstrzygane jednoznacznie.

Przekonanie Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego o świętości życia ludzkiego od chwili poczęcia sprawia, że niechętnie dopuszcza on możliwość przerywania ciąży. Może mieć to jednak miejsce w sytuacji, kiedy matce „wielką szkodę przynieść może ciąża niechciana”[8]. Stanowisko to nawiązuje do nauczania chrześcijańskiego minionych wieków, które w przypadku tragicznego konfliktu życia z życiem odwoływało się do konieczności respektowania w takich okolicznościach również świętości życia i dobra matki nienarodzonego dziecka[9]. W takiej sytuacji przerywanie ciąży powinno nastąpić w sposób legalny, „z zastosowaniem wszelkich niezbędnych procedur postępowania medycznego”[10].

Zjednoczony Kościół Metodystyczny „nie popiera zjednywania sobie tych, których zadaniem jest leczenie i opieka, by asystowali ludziom w odbieraniu sobie życia”, jednak równocześnie wyraża przekonanie, „że nic, a więc nawet odebranie sobie życia, nie jest w stanie oddzielić nas od miłości Bożej”[11]. Z tego też powodu nie zgadza się z potępianiem samobójców oraz obciążaniem ich czynem rodziny i najbliższych[12].

Chociaż Zjednoczony Kościół Metodystyczny nie akceptuje homoseksualnych praktyk i uznaje je za nie do pogodzenia z nauką chrześcijańską, naucza, że „homoseksualiści, podobnie jak heteroseksualiści, są osobami o sakralnej wartości”[13]. Stanowisko takie wynika z przekonania o tym, iż wszyscy „potrzebują posługi i przewodnictwa Kościoła w swych zmaganiach o ludzką godność, a także duchowej i emocjonalnej opieki społeczności, która umożliwia postawę wobec Boga, innych ludzi oraz samego siebie w duchu pojednania”[14]. Tę niewątpliwie skomplikowaną i kontrowersyjną kwestię ostatecznie rozstrzyga dostępność łaski Bożej, której charakterystyczną cechą jest powszechność[15].

O naszych przekonaniach etycznych często decydują założenia wstępne[16] i uprzednie doświadczenie, które bardziej lub mniej świadomie wczytujemy – jako ludzie wierzący – w tekst biblijny. Czasami lepiej więc tych przekonań nie artykułować i zamilknąć, bo – jak pięknie ujął to św. Paweł – „cząstkowa jest nasza wiedza i cząstkowe nasze prorokowanie” (1 Kor 13, 9).

Zawsze zadziwiało mnie to, z jaką łatwością politycy – ci z prawa i ci z lewa – wypowiadają swe sądy na każdy temat, nie mając często bladego pojęcia, o czym mówią. Osobiście im więcej się uczę (a uczę się nieustannie), tym bardziej uświadamiam sobie ogrom swojej niewiedzy – nawet w dziedzinach, w których zdobyłem tytuły naukowe. Wypowiadając się na temat przesłania Biblii, nie powinniśmy jednak brać przykładu z polityków.

Jak zauważa B. Milerski, „w opinii niektórych protestantów[17] uznanie autorytetu i prymatu Pisma Świętego jest równoznaczne z postulatem jego literalnego odczytania i traktowania go jako swoistego podręcznika we wszystkich kwestiach tego świata”[18]. Biblia jednak – pomimo swego natchnienia, kwestię którego pozostawiam na boku z uwagi na ograniczoną objętość mojej wypowiedzi – takim podręcznikiem nie jest. Co więcej, aby prawidłowo zrozumieć wymowę i przesłanie tekstów biblijnych, konieczne staje się przyjęcie właściwego klucza interpretacyjnego, czyli teorii interpretacji tekstu. Ponieważ teksty biblijne powstawały w określonym kontekście historyczno-kulturowym, nie mogą być interpretowane w oderwaniu od tego kontekstu. Zasady, którymi należy się kierować w poprawnej interpretacji tekstów Pisma Świętego, praktycznie realizowanej przez egzegezę biblijną, określa hermeneutyka biblijna[19].

Biblia jest przede wszystkim źródłem sensów egzystencjalnych, dlatego sprowadzanie jej przesłania do poziomu kodeksu moralności jest zabiegiem redukującym Boże objawienie. Do interpretacji tekstów Pisma Świętego nie wolno zabierać się więc bez wrażliwości na tzw. sytuacje graniczne. To w obliczu zdarzeń, które nas przerastają, wobec sytuacji, w których czujemy się bezradni i zagubieni, jawi się bowiem przed nami w całej swej jaskrawości biblijne przesłanie nadziei. Dlatego też osobiście daleki jestem – nawet w przypadku Dekalogu – od odczytywania wskazań biblijnych jako kazuistycznych sentencji prawnych w kodeksie prawa kościelnego.

Przypisy:

[1] Zob. G. Pełczyński, Chrześcijanin po lewicy? Nigdy!, „Pielgrzym Polski” 2012, nr 1-2, s. 7.

[2] Ibidem.

[3] Zob. T. Lane, Wiara – rozum świadectwo. Dzieje myśli chrześcijańskiej, Ośrodek Wydawniczy „Augustyna”, Bielsko Biała 2001, s. 234; R. Carswell, Ewangeliści a rozwój Kościoła, Misja Ewangeliczna, Toruń 2003, s. 94.

[4] W efekcie takiego podziału można otrzymać cztery pola pozwalające określić daną partię zarówno światopoglądowo, jak i gospodarczo: liberalizm światopoglądowy i wolny rynek (libertarianizm), liberalizm światopoglądowy i socjalizm (socjalistyczny liberalizm, lewica), konserwatyzm i wolny rynek (konserwatywny liberalizm, prawica), konserwatyzm i socjalizm (autorytaryzm). O najbardziej typowych koneksjach w ramach owego „kwadratu ideologicznego” zob. np. J. Wojtysiak, Filozofia i życie, Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2007, s. 215.

[5] B. Milerski, Droga luterańska, [w:] Drogi chrześcijaństwa, pod redakcją B. Sławińskiego, Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 2008, s. 112.

[6] Krzyż w Sejmie. Tak czy nie? „Obie odpowiedzi są poprawne”. Ks. Boniecki o postulacie Ruchu Palikota, [online:] http://www.tvn24.pl/0,1722729,0,1,krzyz-w-sejmie-tak-czy-nie-obie-odpowiedzi-sa-poprawne,wiadomosc.html.

[7] G. Pełczyński, op. cit., s. 7.

[8] Księga Dyscypliny Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego (część IV – Zasady Socjalne. Nauka społeczna Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego), „Methodos” 2002, R. I, s. 128.

[9] Zob. ibidem.

[10] Ibidem.

[11] Ibidem, s. 130.

[12] Zob. ibidem.

[13] Ibidem, s. 127.

[14] Ibidem.

[15] Zob. ibidem.

[16] Por. M. Szyszkowska, Dzieje filozofii, Białystok 2009, s. 12.

[17] Z podobnym stanowiskiem możemy spotkać się również w niektórych tzw. przebudzeniowych grupach katolickich.

[18] B. Milerski, op. cit., s. 112.

[19] Zob. M. Orłowski, „Czy rozumiesz to, co czytasz?”, czyli po co nam hermeneutyka, „Pielgrzym Polski” 2010, nr 1-2, s. 21.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2012, nr 3-4, ss. 18-19.

Zabytkowy kościół mariawicki w Łanach

Mariusz Orłowski

Zabytkowy kościół mariawicki w Łanach

Kościół pw. Przenajświętszego Sakramentu w Łanach k. Markuszowa (pow. puławski), siedzibę parafii Kościoła Starokatolickiego Mariawitów, wzniesiono w latach 1907-1909 za pieniądze pochodzące ze składek wiernych. Budowie świątyni przewodniczył ks. Piotr Goliński.

Drewniany – aktualnie remontowany – kościół ma konstrukcję sumikowo-łątkową i wieńcową. Oszalowany budynek sakralny został wzniesiony na murowanej podmurówce. Pierwotnie był kryty gontem i obecnie – po wymianie pokrycia dachu – stracił trochę ze swego dawnego uroku. Kościół jest trójnawową budowlą halową z chórem muzycznym. Prezbiterium jest oddzielone od reszty świątyni ażurową balustradą wykonaną z drewna. Konstrukcja kościoła budzi uznanie zarówno turystów, jak i architektów. W otoczeniu świątyni znajduje się cmentarz mariawicki.

Nabożeństwa w kościele, na których zgromadza się kilkoro parafian, odprawiane są w pierwszą niedzielę każdego miesiąca o godzinie 13.00. Mariawicką parafię w Łanach obsługuje proboszcz kapł. M. Sławomir Rosiak z Lublina. Uroczystość parafialna obchodzona jest 8 maja. Parafia należy do diecezji lubelsko-podlaskiej Kościoła Starokatolickiego Mariawitów.

Lublin, sierpień 2009