LUTER POZA KOŚCIOŁEM?

Mariusz Orłowski

LUTER POZA KOŚCIOŁEM?

Jest takie powiedzenie, które głosi, iż punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. O jego prawdziwości miałem okazję po raz kolejny przekonać się, przeglądając książki w jednym z lubelskich antykwariatów. Moją uwagę zwróciła bowiem publikacja pt. W świetle Chrystusa – Prawdy. Podręcznik do religii dla II klasy liceum i technikum.

Wydana w 2003 roku przez Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium” książka pod redakcją ks. dra Ryszarda Lisa posiada kościelne imprimatur. A oto, co możemy przeczytać w tej publikacji w rozdziale pt. Rozłam w Kościele – reformacja: „[…] kiedy w 1520 r. papież potępił czterdzieści tez Lutra i oznajmił mu to w bulli, Luter publicznie spalił bullę papieską, za co w 1521 r. papież go ekskomunikował. Marcin Luter nie zmienił jednak swoich poglądów i do końca życia trwał poza Kościołem”[1]. I co ma sobie myśleć o tym ostatnim stwierdzeniu młody człowiek (bo przecież mamy do czynienia z podręcznikiem dla licealistów), kiedy czyta powyższe słowa?

Jeżeli dodać do tego obiegowe, w kręgach katolickich, zdanie o pochodzeniu Lutra od szatana[2] oraz wyjęte z właściwego mu kontekstu znane starożytne sformułowanie: „Poza Kościołem nie ma zbawienia” (extra ecclesiam nulla salus)[3], Luter i jego nauczanie jawią się przeciętnemu katolikowi jako coś, do czego należy podchodzić z wielką ostrożnością.

Tymczasem sam Luter nauczał, że Kościołem są „wierzący, czyli święci[4], owieczki słuchające głosu swego pasterza [Jezusa Chrystusa – przyp. M.O.]. Tak bowiem modlą się (już) chłopcy: Wierzę w święty Kościół powszechny, czyli chrześcijański. A świętość ta nie polega na lnianej koszulce, świetnej zwierzchniej szacie, powłóczystej todze ani na innych ich [Kościoła rzymskokatolickiego – przyp. M.O.] ceremonialnych urządzeniach, wymyślonych przeciwko Pismu św., lecz na Słowie Bożym i na prawdziwej wierze”[5].

Luterański teolog Reinhard Slenczka podkreśla, że Lutrowi chodziło „nie o utworzenie nowego Kościoła, a już zupełnie nie o to, aby odwrócić się od Kościoła. Chodziło mu o powrót do Kościoła takiego, jaki był zawsze i jakim winien pozostać”[6]. Po wielu latach zrozumieli to również katolicy (przynajmniej niektórzy). W 1970 roku przewodniczący Sekretariatu do Spraw Jedności Chrześcijan kardynał Willebrands powiedział w swym wystąpieniu przed zgromadzeniem Luterańskiego Związku w Evian, że chociaż Luter bezpardonowo atakował papiestwo, to „zachował jednak godną uwagi treść dawnej katolickiej wiary” i w związku z tym może być uznany za nauczyciela wszystkich chrześcijan[7]. Współcześni katoliccy teologowie doszli bowiem do wniosku, że „pojęcie usprawiedliwienia jest u Lutra w pełni katolickie, takie, jakie można znaleźć w wypowiedziach Bernarda z Clairvaux, Tomasza z Akwinu, Orygenesa, Hilarego, Chryzostoma, Augustyna, Aleksandra”[8].

Z kolei ewangeliccy teolodzy stwierdzili, że Sobór Watykański II przyjął główne postulaty luterskiej reformacji:

„1) jasno zaznaczono, że Jezus Chrystus jest jedynym Pośrednikiem i Zbawcą wszystkich ludzi (Lumen gentium 60);

2) Pismo św. jest norma normans przepowiadania, a „całe” przepowiadanie Kościoła […] musi się zbliżyć do Pisma św. i być przez nie sterowane (Dei Verbum 21);

3) znaczenie Słowa Bożego, przez które Bóg przemawia do nas, zostaje podkreślone w szczególny sposób. Kościół „nie przestaje brać i podawać wiernym chleba żywota tak ze stołu Słowa Bożego, jak Ciała Chrystusowego” (Dei Verbum 21);

4) urząd nauczycielski nie jest ponad Słowem Bożym, ale jemu służy (Dei Verbum 10);

5) nabożeństwo jest liturgią, to jest najpierw zwróceniem się Boga niosącego zbawienie ludziom w słowie i sakramencie, oraz naszą odpowiedzią, ale nie jest „kultem”, w którym usiłowalibyśmy pojednać się z Bogiem przez nasze własne uczynki (Sacrosanctum Concilium 7);

6) powszechne kapłaństwo wszystkich wierzących i ochrzczonych jest należycie przedstawione i szeroko potraktowane (Lumen gentium 10, 11, 31, 33, 35 i nn.);

7) reforma, odnowa własnego Kościoła zostaje podkreślona jako warunek jedności (Unitatis redintegratio 4, 6)”[9].

Zbliżenie teologów luterańskich i katolickich doprowadziło do podpisania 31 października 1999 roku Wspólnej deklaracji w sprawie nauki o usprawiedliwieniu przez Światową Federację Luterańską i Papieską Radę ds. Jedności Chrześcijan. Dokument ten stwierdza osiągniętą przez luteran i katolików zgodę w nauce o usprawiedliwieniu[10].

Drodzy autorzy podręczników do religii katolickiej, nie straszcie więc dzieci i młodzieży Lutrem!

Przypisy:

[1] W świetle Chrystusa – Prawdy. Podręcznik do religii dla II klasy liceum i technikum, pod redakcją ks. dra R. Lisa, Wydawnictwo Archidiecezji Lubelskiej „Gaudium”, Lublin 2003, s. 72.

[2] Por. F.P. Sonntag, Luter w refleksji katolickiej, [w:] Misterium Verbi, pod redakcją ks. H. Muszyńskiego i ks. A. Skowronka, Akademia Teologii Katolickiej, Warszawa 1985, s. 104.

[3] Jak pisze ks. Henryk Pietras, „najważniejszym świadkiem posługiwania się sformułowaniem „Poza Kościołem nie ma zbawienia” jest św. Cyprian z Kartaginy (ok. 200-258). […] z czysto eklezjalnego dyskursu Cypriana, poprzez nie do końca zrozumianą koncepcję Augustyna, doszło do sformułowań zdecydowanie ekskluzywistycznych, którymi straszono nieochrzczonych”. Zob. Ks. H. Pietras SJ, Poza Kościołem nie ma zbawienia… na ziemi, „Tygodnik Powszechny” nr 2 (3053) z 13 stycznia 2008.

[4] Luter był przekonany o tym, że człowiek może być simul iustus et peccator, jednocześnie usprawiedliwiony (czyli święty) i grzeszny.

[5] M. Luter, Artykuły szmalkaldzkie, XII. O Kościele, [w:] Księgi Wyznaniowe Kościoła Luterańskiego, Ośrodek Wydawniczy „Augustana”, Bielsko-Biała 1999, s. 355.

[6] R. Slenczka, Luter a katolickość Kościoła, [w:] Misterium Verbi, op. cit., s. 167.

[7] J. Willebrands, Gesandt in die Welt, [w:] Evian 1970, Epd-Dokumentation, Witten 1970, s. 97 i n., podaję za: H. Schutte, Ekumeniczne wnioski z nauki Lutra, [w:] Misterium Verbi, op. cit., ss. 121-122.

[8] F.P. Sonntag, op. cit., s. 114.

[9] H. Schutte, op. cit., s. 123.

[10] Por. S.C. Napiórkowski, Augsburg 1999 – koniec XVI wieku?, „Scriptores Scholarum. Kwartalnik wielowartościowy” 2000, nr 1 (26), s. 34.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2009, nr 11, ss. 18-19.

CZY PASTOR JEST KAPŁANEM?, CZYLI O SZTUCE TŁUMACZENIA

Mariusz Orłowski

CZY PASTOR JEST KAPŁANEM?, CZYLI O SZTUCE TŁUMACZENIA

W 2006 roku ukazała się książka pt. Pokój dla świata[1], która jest plonem międzynarodowej konferencji „Międzyreligijne i ekumeniczne znaczenie Nostra aetate. W 40. rocznicę podpisania „Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate Soboru Watykańskiego II” zorganizowanej w 2005 r. przez Katolicki Uniwersytet Lubelski przy współudziale Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej oraz Kolegium Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych KUL. Wydawcą tej niezwykle interesującej publikacji jest Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, a jej redaktorem Sławomir J. Żurek, profesor tejże uczelni. Podkreślić w tym miejscu wypada, iż ww. książka posiada swoje trzy edycje językowe: polską, ukraińską i angielską. Jest to niewątpliwie jej zaletą, ale jednocześnie wadą, ze względu na błędy popełnione przez tłumaczy. Jeżeli weźmiemy pod uwagę tylko bardzo ciekawy tekst Jurija Reszetnikowa[2] Protestantyzm na Ukrainie w kontekście dialogu międzywyznaniowego, to błędy zawiera zarówno jego tłumaczenie polskie, jak i angielskie. Oto przykłady.

Autorka tłumaczenia polskiego w stosunku do wolnych Kościołów protestanckich używa przymiotnika „ewangelicki” zamiast „ewangeliczny”. Z tego powodu błędnie tłumaczy nazwy Kościołów: Związek Ewangelickich Chrześcijan-Baptystów (s. 178 i n.) zamiast Związek Ewangelicznych Chrześcijan-Baptystów oraz Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelickiej (s. 178 i n.) zamiast Kościół Chrześcijan Wiary Ewangelicznej. Takie tłumaczenie wynika zapewne z braku świadomości tłumaczki, że w języku polskim przymiotnik „ewangelicki” zarezerwowany jest na określenie Kościołów: luterańskiego, kalwińskiego i metodystycznego. W przypadku wolnych Kościołów protestanckich używa się natomiast przymiotników: „ewangeliczny” i „ewangelikalny”. Jeżeli się tego nie wie, dochodzi do paradoksów. W tłumaczeniu na przykład czytamy: „wspólnoty baptystów i ewangelików żyły w zgodzie” (s. 182). Nie chodzi tu jednak o ewangelików (luteran, kalwinów czy metodystów), tylko o ewangelicznych chrześcijan. Nieco wyżej na tej samej stronie: „prozelityzm ewangelików we wspólnotach baptystów wywoływał ostrą reakcję ze strony tych ostatnich”. Znowu nie chodzi tu o ewangelików, tylko o ewangelicznych chrześcijan. Tego typu nieścisłości jest w całym tekście bardzo dużo.

Poza tym nieprawidłowo są tłumaczone na języki polski i angielski nazwy innych związków wyznaniowych: ewangeliccy chrześcijanie w duchu apostołów (s. 183) zamiast Ewangeliczni Chrześcijanie w Duchu Apostolskim. Ww. nazwę przetłumaczono z kolei na język angielski jako Evangelical Christians of Apostles Spirit[3], co nikomu na świecie prawdopodobnie nic nie powie. Należało użyć tu powszechnie znanej w świecie nazwy tego ruchu, która brzmi: Jesus Only.

W tekście polskim pojawiają się również inne nieprawidłowe tłumaczenia nazw Kościołów: Zakarpacki Kościół Reformatorski (s. 183) zamiast Zakarpacki Kościół Reformowany. Powyższa nazwa została przetłumaczona na język angielski jako Reformist Church in Zakarpattya[4], jednak winno być Sub-Carpathian Reformed Church. Na tej samej stronie polskiego tłumaczenia jest również mowa o wolnych chrześcijanach (darbistach). I tu jest wszystko w porządku. Jednak nazwa tego ruchu została przetłumaczona na język angielski jako Free Christians (Dabrists – chyba wkradły się literówki)[5]. I kto zrozumie, że chodzi akurat o Plymouth Brethren, bo pod taką nazwą ruch ten funkcjonuje w świecie, i Darbyists (od założyciela tego ruchu – J.N. Darby’ego)?

Na stronie 178. i następnych autorka tłumaczenia posługuje się terminem „pięćdziesiątnicy” (ang. Pentecostals), który w języku polskim niewiele mówi przeciętnemu człowiekowi. A chodzi po prostu o zielonoświątkowców. W świadomości Polaków Pięćdziesiątnica to dzień Zielonych Świąt.

Dalej, na stronie 184. tłumaczka zamieszcza następujące zdanie: „Trwa również dialog wewnątrz Kościoła protestanckiego”. Nie ma jednak jednego Kościoła protestanckiego! Dobrze tę kwestię oddaje w tym przypadku tłumaczenie angielskie: The dialogue has extended also between the Protestant churches[6].

I wreszcie, prezentując dane statystyczne na stronach 178-179, autorka tłumaczenia – zgodnie z tradycją katolicką – używa słowa „kapłani” na określenie duchownych Kościołów protestanckich. Tłumaczenie angielskie oddaje ten termin jako minister[7], czyli usługujący i tak należało to przetłumaczyć na język polski: usługujący lub pastorzy.

Dlaczego w Kościołach protestanckich nie używa się tytułu „kapłan” w stosunku do osób ordynowanych?

Jak zauważa katolicki teolog ks. prof. dr hab. Bogdan Ferdek, „Nowy Testament nazywa kapłanem tylko Jezusa Chrystusa i mówi o udziale wszystkich wiernych w kapłaństwie Chrystusa (1 P 2, 9-10, por. Ap 1, 5-6; 5, 10). […] Nowy Testament w odniesieniu do tych, którzy przewodniczą gminom chrześcijańskim nie stosuje określeń sakralnych, takich jak hiereus, sacerdos i pontifex, lecz określenia świeckie, takie jak episkopos – nadzorca, presbyteros – starszy, diakonos – sługa”[8].

Wybitny historyk starożytności dr hab. Jan Iluk twierdzi, że terminu „kapłan” (gr. hiereus) nie używano w Kościele pierwszych wieków (do końca III wieku) na wyróżnienie członków kościelnej „hierarchii”. Tradycja wczesnochrześcijańska podkreślała jedyność kapłaństwa Jezusa Chrystusa, jak czyni to autor Listu do Hebrajczyków, oraz powszechność kapłaństwa wszystkich ochrzczonych – zgodnie z 1 P 2, 5[9]. „W kręgu protestanckim ten tytuł [kapłan – przyp. M.O.] ponownie traci swoje odniesienie do osób wyświęconych, z racji powrotu do judeochrześcijańskiej (I-II wiek) idei kapłaństwa” – konkluduje J. Iluk[10].

Szanowni tłumacze, sama znajomość języka nie jest wystarczającą kompetencją do tłumaczenia. Warto o tym pamiętać.

Przypisy:

[1] Pokój dla świata. Znaczenie dialogu międzyreligijnego (w kontekście „Deklaracji o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra aetate Soboru watykańskiego II”) dla społeczności polskiej i ukraińskiej oraz Kościoła w Europie Środkowowschodniej (1965-2005), pod redakcją S.J. Żurka, Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II, Lublin 2006.

[2] Dr filozofii, doradca deputowanego Parlamentu Ukrainy.

[3] Y. Reshetnikov, Protestantism in Ukraine towards Inter-Religious Dialogue, [w:] Peace for the World. Significance of Inter-Religious Dialogue (in the Context of the Vatican II „Declaration on the Relation of the Church to Non-Christian Religions Nostra Aetate”) for Polish and Ukrainian Societies and the Church in Central and Eastern Europe (1965-2005), pod redakcją S.J. Żurka, The John Paul II Catholic University of Lublin, Lublin 2006, s. 112.

[4] Ibidem.

[5] Ibidem.

[6] Ibidem, s. 113.

[7] Ibidem, s. 107-108.

[8] B. Ferdek, Formuła konsekracji – formułą życia, [online:] www.liturgia.wroclaw.pl/eu_konsekracja.html.

[9] Por. J. Iluk, Jana Chryzostoma Komentarz do Listu Pawła do Galatów, „Gdański Rocznik Ewangelicki” 2008, vol. II, s. 60.

[10] Ibidem.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2009, nr 12, ss. 22-23.

CZY ROZUMIESZ TO, CO CZYTASZ?

Mariusz Orłowski

„CZY ROZUMIESZ TO, CO CZYTASZ?”, CZYLI PO CO NAM HERMENEUTYKA

Wśród ludzi świadomie wierzących panuje powszechne przekonanie o tym, iż ukończenie studiów teologicznych nie jest warunkiem koniecznym do zrozumienia przesłania Biblii. Można zgodzić się z takim stanowiskiem pod warunkiem, iż nie mamy do czynienia z czytaniem tej Księgi jedynie pod kątem jej znaczenia dla nas samych, gdyż wymyka się ono wszelkiej kontroli i może doprowadzić do różnego rodzaju nadinterpretacji. Na szczęście większość ludzi obdarzona jest przynajmniej odrobiną zdrowego rozsądku – najważniejszą ze wszystkich umiejętności hermeneutycznych[1]. Czym więc jest hermeneutyka?

W klasycznym znaczeniu hermeneutyka oznacza docieranie do pierwotnego znaczenia tekstu oraz właściwe jego odczytywanie i rozumienie (interpretowanie) z perspektywy całej różnorodności nowych lub odmiennych kontekstów współczesnych[2]. Właściwa interpretacja tekstu biblijnego uzależniona jest z kolei od znajomości biblijnych form wyrazu, a więc związana jest z tym, co współczesna biblistyka nazywa krytyką form literackich[3]. Jak przekonuje G. Lohfink, „krytyka form nie jest jakąś tajemną wiedzą wysoko wyspecjalizowanych egzegetów […], nie jest żadnym luksusem, lecz przynaglającą koniecznością”[4]. Każdy czytelnik Biblii przynajmniej intuicyjnie wyczuwa przecież, że istnieje różnica pomiędzy psalmem a listem – jedno jest poezją, a drugie prozą. „Te różnice mają zasadniczy wpływ na to, jak je czytamy i w jaki sposób rozumiemy ich przesłanie dla teraźniejszości”[5] – twierdzą G.D. Fee i D. Stuart.

Jednak – jak zauważa B. Milerski – „w opinii niektórych protestantów[6] uznanie autorytetu i prymatu Pisma Świętego jest równoznaczne z postulatem jego literalnego odczytania i traktowania go jako swoistego podręcznika we wszystkich kwestiach tego świata”[7]. Nie biorą oni pod uwagę biblijnych form wyrazu, co w konsekwencji generuje błędną interpretację Biblii.

Weźmy na przykład pod uwagę nauczanie Jezusa na temat rozwodu[8], które jest zawarte w Kazaniu na górze. Konsekwencją literalnego odczytania perykopy z Mt 5, 32 jest twierdzenie, iż Jezus zabronił rozwodów za wyjątkiem przypadku cudzołóstwa. Zwolennicy takiej interpretacji słów Jezusa nie potrafią lub niech chcą zrozumieć, że Jezus nie jest jednak nauczycielem moralności. Sprowadzanie Kazania na górze do poziomu kodeksu moralności chrześcijańskiej, a osoby Jezusa do poziomu nauczyciela moralności jest zabiegiem redukującym Boże objawienie. Jezus nie pokazuje drogi życia, on jest Życiem i Drogą[9] – zauważa D. Olszewski. W Kazaniu na górze Jezus chce uświadomić swym słuchaczom, iż przestrzeganie Prawa, które ocenia jedynie ludzkie czyny, nigdy nie było ostatecznym wyznacznikiem czyjejś sprawiedliwości według standardów Bożych[10]. Jak słusznie twierdzi L. Richards, „faryzeusze uważali, że tak długo, jak zachowuje się zgodność z przepisami Prawa, rozwód jest dopuszczalny i sprawiedliwy. Tymczasem Jezus nie pozostawia wątpliwości, że choć istotnie jest on dopuszczalny, to na pewno nie jest sprawiedliwy. Rozwód jest świadectwem nieumiejętności wypełnienia Bożej woli i obnaża ułomność kondycji ludzkiej. Z perspektywy Bożego ideału rozwód, choć dopuszczalny, pozostaje grzechem. A ponowne małżeństwo, mimo że dopuszczalne, pociąga za sobą czyn sprzeczny z ideałem, a zatem należy je uznać za cudzołóstwo. […] O wiele lepiej – konkluduje L. Richards – jest schylić głowę przed Bogiem w akcie skruchy, a jeśli dojdzie do rozwodu, również wyznać swoją winę, niż – jak to czynili faryzeusze – udawać, że z "naszym" rozwodem wszystko jest w porządku[11] tylko dlatego, że jakiś ziemski sąd ogłosił zasady, które czynią go prawomocnym”[12]. Uchwycenie właściwej intencji wypowiedzi Jezusa na temat rozwodu pozwala nam zrozumieć, iż słów tych nie należy traktować jako kazuistycznej sentencji prawnej w kodeksie prawa kościelnego[13]. Podobnie rzecz ma się z wieloma innymi tekstami biblijnymi, gdyż Biblia – jak trafnie zauważa B. Milerski – nie tyle „jest rezerwuarem znaczeń dotyczących wszystkich aspektów życia, ile […] jest źródłem prawdy dotyczącej zbawienia człowieka, a szerzej – sensów egzystencjalnych”[14].

Przypisy:

[1] Por. G.D. Fee, D. Stuart, Jak czytać Biblię?, Wydawnictwo JR SZORC, bmw. brw., s. 10.

[2] Por. ibidem, s. 11.

[3] Por. G. Lohfink, Rozumieć Biblię. Wprowadzenie do krytyki form literackich, Instytut Wydawniczy „Pax”, Warszawa 1987, s. 6.

[4] Ibidem, ss. 6-7.

[5] G.D. Fee, D. Stuart, op. cit., s. 9.

[6] Z podobnym stanowiskiem możemy spotkać się również wśród niektórych tzw. przebudzeniowych grup katolickich.

[7] B. Milerski, Droga luterańska, [w:] Drogi chrześcijaństwa, pod redakcją B. Sławińskiego, Wydawnictwo Jacek Santorski & Co, Warszawa 2008, s. 112.

[8] Z całego bogactwa nauczania Jezusa wybrałem kwestię rozwodu, gdyż budzi ona wśród protestantów wiele kontrowersji. Zob. Rozwód i powtórne małżeństwo. Cztery ujęcia z perspektywy chrześcijańskiej, pod redakcją H.W. House, Wydawnictwo „Credo”, Katowice 2004.

[9] Por. D. Olszewski, Z zagadnień religioznawstwa, Diecezjalne Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1988, s. 72.

[10] Por. Rozwód i powtórne małżeństwo, op. cit., s. 217.

[11] Współcześni psychologowie twierdzą, że za rozpad związku winę zawsze ponoszą obie strony. Zob. B. Hellinger, Miłość szczęśliwa. Terapia par Berta Hellingera, Wydawnictwo „Czarna Owca”, Warszawa 2009, s. 228; B. Shoshanna, Dlaczego mężczyźni odchodzą, Wydawnictwo „Amber”, Warszawa 2009, s. 149; S. Leroy, P. Lucas, O rozwodzie, Oficyna Naukowa, Warszawa 2009, s. 49.

[12] Rozwód i powtórne małżeństwo, op. cit., s. 218.

[13] Por. G. Lohfink, op. cit., s. 117.

[14] B. Milerski, op. cit., s. 112.

Pierwodruk: „Pielgrzym Polski” 2010, nr 1-2, s. 21.