COHEN, COHEN, DLACZEGO COHEN?

Mariusz Orłowski

COHEN, COHEN, DLACZEGO COHEN?

 

Z twórczością Leonarda Cohena zetknąłem się w pierwszej połowie lat 80. ubiegłego stulecia dzięki popularyzatorskiej działalności Macieja Zembatego, jego (wspólnych z Maciejem Karpińskim) tłumaczeń tekstów piosenek L. Cohena i ich wykonań podczas koncertów. M. Zembaty bardzo często gościł w tym czasie z recitalami piosenek L. Cohena w Lublinie, a towarzyszył mu zwykle John Porter, który opracował te utwory muzycznie. Koncerty zawsze miały kameralny charakter i gromadziły głównie młodą publiczność. M. Zembaty i J. Porter grali na akustycznych gitarach – pierwszy śpiewał o polsku, a drugi popisywał się wspaniałymi wokalizami i pięknymi gitarowymi solówkami. Dopiero po latach, gdy utwory L. Cohena usłyszałem w oryginale, zrozumiałem, że J. Porter nadał im zupełnie nową, wysmakowaną oprawę aranżacyjną. Co ciekawe, sam  J. Porter nie przepadał – w odróżnieniu od M. Zembatego – za twórczością L. Cohena. Gdy po raz pierwszy usłyszał M. Zembatego śpiewającego „Zuzannę”, powiedział podobno: „I don’t like this Cohen so much, but I like your way of singing. Because you don’t sing”. I tak zaczęli śpiewać L. Cohena razem.

Podczas swych występów M. Zembaty dużo opowiadał zarówno o piosenkach, jak i o samym L. Cohenie, na temat którego trudno było znaleźć wówczas jakiekolwiek informacje w nielicznej polskiej prasie muzycznej. Występom tym zawsze towarzyszyła nienachalna wolnościowa atmosfera. Na jednym z koncertów, zapowiadając piosenkę Diamenty w kopalni (Diamonds in the mine), zażartował: „Kochani, ta pieśń jest pełna nienawiści. Chciałbym, żebyście podczas refrenów spróbowali skoncentrować się na tym, czego najbardziej nienawidzicie. Nie będę podrzucał żadnych tematów. Niech po prostu każdy skoncentruje się na tym, czego akurat najbardziej nienawidzi, a kto wie, może skoncentrujemy się na tym samym”. Podobnie było w trakcie warszawskiego koncertu L. Cohena w 1985 r., podczas którego kanadyjski artysta powiedział: „To kraina Chopina i Kopernika, Solidarności, Lecha Wałęsy”. A po burzy oklasków dodał: „Jest to również kraina Żelaznej Gwardii, to jest ziemia Auschwitz, to kraina wielu strasznych okrucieństw. Nie feruję wyroków. Moje piosenki nie są sztandarami w określonych barwach. Moje piosenki są bezpartyjne. Moje piosenki nie znają granic. Są przeznaczone dla ludzi dobrej woli – wszędzie”.

I taki jest L. Cohen – to osobowość pełna sprzeczności. Inspiruje go Biblia i buddyzm. Kocha kobiety i czerwone wino. Jest bardem docierającym swą poezją do najbardziej tajemnych zakamarków ludzkiej duszy i skromnym wykonawcą piosenek w stylu country and western po kupiecku komplementującym publiczność na koncertach. Po prostu Leonard Cohen, którego trzeba posłuchać. Koniecznie.

Lublin, 13 lipca 2013

YouTube Preview Image

YouTube Preview Image

Możliwość komentowania jest wyłączona.