Znowu wszystkiemu winni nauczyciele

Mariusz Orłowski

Znowu wszystkiemu winni nauczyciele

„Dziecko w szkolnej rzeczywistości” to tytuł książki-raportu, która ukazała się w 2011 roku nakładem Wydawnictwa Naukowego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Redaktorem opracowania jest prof. Halina Sowińska, pedagog z UAM w Poznaniu. W związku z pojawieniem się publikacji na półkach księgarskich „Gazeta Wyborcza” zamieściła na swych łamach tekst o wymownym tytule „Dziecko ma robić zadania i nie dyskutować”, z którego możemy dowiedzieć się, iż opracowanie przedstawia obraz polskiej oświaty widziany oczyma naukowców z 11 uczelni, „którzy sprawdzili, jak pracuje 225 przedszkoli oraz szkół podstawowych (klasy I-III) w kraju. Badania przeprowadzono po dekadzie od wprowadzenia reformy (z 1999 r.) i zakończono przed rokiem”. Artykuł zawiera kilkanaście tez (nie wiem jak książka), z których wynika, że polska szkoła zniewala umysły dzieci, a wszystkiemu winni są głównie nauczyciele.

Poniżej prezentuję kilka z postawionych w artykule tez, które pozwoliłem sobie – nie ukrywam, że czasami złośliwie – skomentować. Sądzę, że do takich komentarzy upoważnia mnie zarówno moje pedagogiczne wykształcenie, jak i wieloletnia praktyka nauczycielska. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż od wielu lat łączę obowiązki nauczyciela akademickiego z pracą nauczyciela w szkole. Przypisanie komentowanym przeze mnie tezom kolejnych numerów nie ma związku z kolejnością tez w artykule.

TEZA 1: „Szkoła zamyka najmłodszych w klasach i zmusza do wypełniania kart pracy. A to prowadzi do ''pogwałcenia natury dziecka'' i ''szkodzi jego rozwojowi''. – Jeśli dziecko w szkole nie może samodzielnie myśleć i odkrywać świata, bo tylko odpowiada na pytania, tak jak sobie życzy nauczyciel, to czy nie jest to zniewolenie umysłów?”.

MÓJ KOMENTARZ: Podręczniki, karty pracy, zeszyty ćwiczeń dopuszczane są do użytku szkolnego przez MEN. Nauczyciele mają obowiązek prowadzić zajęcia dydaktyczne w oparciu o książki wpisane do wykazu podręczników zgodnych z podstawą programową, którą określa MEN. Jakie podręczniki, takie lekcje – szczególnie w młodszych klasach, gdzie podręcznik stanowi główną bazę. A tak na marginesie – kiedyś uczeń musiał się uczyć kaligrafii, a dzisiaj wypełnia książeczki z uzupełniankami, żeby się zbytnio nie zmęczył pisaniem.

TEZA 2: „W szkołach nie ma zgody, aby uczeń popełniał błędy i się na nich uczył – podkreśla prof. Sowińska”.

MÓJ KOMENTARZ: Tak pewnie było w szkole, do której chodziła pani profesor; osobiście obserwuję zupełnie odwrotne zjawisko – to nauczyciel nie może popełnić błędu, a uczniowi wolno wszystko.

TEZA 3: „Psycholog rozwojowy dr Witold Ligęza z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie prowadzi szkolenia dla nauczycieli: – Powinni być autorytetami, a nie władcami autorytarnymi z monopolem na wiedzę”.

MÓJ KOMENTARZ: Rozumiem, że pan doktor zdobywa swoją wiedzę od studentów.

TEZA 4: „W czasie reformy edukacji zatraciło się znaczenie tego słowa. Pamięta się o tym podstawowym – nauczyciel to ten, który uczy, a zapomina, że to również ten, który wychowuje”.

MÓJ KOMENTARZ: Często rodzice wręcz nie życzą sobie, aby szkoła wychowywała ich dzieci. Jako nauczyciel doświadczyłem tego wielokrotnie.

TEZA 5: „Dziś nauczyciel rozliczany jest z tego, czego i jak nauczył, bo teoretycznie pokazują to wyniki testów”.

MÓJ KOMENTARZ: Zewnętrznych egzaminów testowych nie wymyślili sobie nauczyciele; wielu do dzisiaj jest ich przeciwnikami.

TEZA 6: „Uczniowie poznają świat z podręczników, który jest inny niż świat za murami szkoły”.

MÓJ KOMENTARZ: Ten za murami szkoły uczniowie znają już doskonale: wino marki „Wino” pite w bramie, ale i o tym potrafię z nimi rozmawiać.

TEZA 7: „Uczniowie prawdopodobnie będą pracować w zawodach i w sposób, jakiego jeszcze nie znamy, dlatego trzeba rozwijać w nich krytyczność i elastyczność myślenia”.

MÓJ KOMENTARZ: Zanim zacznie się myśleć krytycznie, trzeba posiąść pewien zasób wiedzy, a ta sama się w głowie nie znajdzie.

TEZA 8: „Dzieci nie potrafią opowiedzieć własnymi słowami, co przeczytały, ani formułować dłuższych wypowiedzi. Na dodatek mówią ubogim językiem, pełnym skrótów”.

MÓJ KOMENTARZ: To nie wina szkoły; coraz więcej dzieci nie ma po prostu żadnych zainteresowań, lubią tylko „grać na kompie”.

TEZA 9: „Dzieci na zajęciach nie dyskutują, nie mają możliwości opowiadania, przedstawiania własnych przeżyć i poglądów”.

MÓJ KOMENTARZ: Bardzo często daję swoim uczniom możliwość do dyskusji i byłbym szczęśliwy, gdyby chcieli się dzielić swoimi poglądami, ale żeby dyskutować, trzeba mieć jakieś poglądy, a nie nabywa się ich przez gry komputerowe.

TEAZA 10: „A to, że nauczyciele nie potrafią inaczej pracować, niż wyśmiać czy krzyknąć na dziecko, aby je utemperować, to wynik tego, że nie są dobrze przygotowani do zawodu – wylicza prof. Sowińska”.

MÓJ KOMENTARZ: No przecież to profesor Sowińska przygotowuje tych pedagogów, więc jak mogą być źle przygotowani do zawodu? Nikt w mojej szkole nie wyśmiewa dzieci, a krzyknąć czasem trzeba – jeżeli dziesiąty raz zwraca się dziecku uwagę na niewłaściwe zachowanie, a ono nie reaguje.

Między wierszami znalazłem też w artykule „Dziecko ma robić zadania i nie dyskutować” dwie – moim zdaniem – trafne tezy, które pozostawiam bez komentarza:

TEZA 11: „System przerabia nauczyciela w biurokratę i żąda coraz lepszych wyników od jego uczniów na zewnętrznych egzaminach”.

TEZA 12: „System nie premiuje nauczycieli kreatywnych”.

Podobno Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, które badania sfinansowało, nie chciało skomentować ich wyników[2].

Lublin, 20 stycznia 2012

PS. Ponieważ cena książki „Dziecko w szkolnej rzeczywistości” w różnych księgarniach kształtuje się na poziomie ok. 100 zł, na jej zakup po prostu mnie nie stać, bo jestem nauczycielem – przedstawicielem elity intelektualnej polskiego społeczeństwa…

Przypisy:

[1] M. Kutka, J. Suchecka, Dziecko ma robić zadania i nie dyskutować, [online:] www.wyborcza.pl/1,76842,10744658,Dziecko_ma_robic_zadania_i_nie_dyskutowac.html.

[2] Zob. ibidem.

Możliwość komentowania jest wyłączona.